LeBron James zdobył 27 punktów dla Cleveland Cavaliers w wygranym u siebie 107:102 piątkowym meczu NBA z New Orleans Pelicans. 33-letni koszykarz w 867. spotkaniu z rzędu zdobył co najmniej 10 pkt i pobił ligowy rekord należący do słynnego Michaela Jordana. Ostatnio James nie miał dwucyfrowego dorobku punktowego 5 stycznia 2007 roku. Od tego czasu kontynuował dobrą passę - po drodze zdobył trzy razy mistrzostwo NBA, przeniósł się z Cleveland do Miami Heat i wrócił do Cavaliers. Ugruntował w tym czasie swoją pozycję jako jednego z najlepszych graczy w historii ligi.

LeBron James zdobył 27 punktów dla Cleveland Cavaliers w wygranym u siebie 107:102 piątkowym meczu NBA z New Orleans Pelicans. 33-letni koszykarz w 867. spotkaniu z rzędu zdobył co najmniej 10 pkt i pobił ligowy rekord należący do słynnego Michaela Jordana. Ostatnio James nie miał dwucyfrowego dorobku punktowego 5 stycznia 2007 roku. Od tego czasu kontynuował dobrą passę - po drodze zdobył trzy razy mistrzostwo NBA, przeniósł się z Cleveland do Miami Heat i wrócił do Cavaliers. Ugruntował w tym czasie swoją pozycję jako jednego z najlepszych graczy w historii ligi.
/Twitter

Wyrównanie dwa dni temu osiągnięcia Jordana miało dodatkowy smaczek. James dokonał bowiem tego w pojedynku z Charlotte Hornets (118:105). Właścicielem tego klubu jest....Jordan. Ten ostatni swój rekord ustanawiał w latach 1986-2001.

Gwiazdor "Kawalerzystów" w piątek zanotował tzw. double-double - miał bowiem także 11 asyst. Jordan Clarkson dołożył 23 pkt, a Rodney Hood 16. Najwięcej punktów dla Pelicans zdobył Jrue Holiday - 25. O pięć mniej rzucił Nikola Mirotic. Ekipa gości zaliczyła trzecią porażkę z rzędu i spadła na ósme miejsce w Konferencji Zachodniej.

Jak podają media, przez najbliższe kilka lat nikt nie pobije rekordu Jamesa - drugi wśród aktywnych koszykarzy jest James Harden z Houston Rockets, który w ostatnich 258 meczach zdobył co najmniej 10 pkt. Ostatnie z tych spotkań zaliczył w piątek (28 pkt), gdy jego zespół pokonał u siebie Phoenix Suns 104:103. O zwycięstwie gospodarzy przesądził Gerald Green, który w ostatnich sekundach oddał celny rzut z dystansu. 

W pewnym momencie "Rakiety" miały nawet 21-punktową stratę do rywali, którzy zamykają stawkę na Zachodzie. Udało im się jednak odnieść 11. zwycięstwo z rzędu. "Słońca" z kolei przegrały 14. kolejny pojedynek.

Gracze Trail Blazers wygrali w Portland z Los Angeles Clippers 105:96. Damian Lillard dołożył do dorobku miejscowej drużyny 17 pkt i 11 asyst. Dobrze współpracował tego dnia z Jusufem Nurkicem, który miał 21 pkt i 12 zbiórek. Ostatnie dni były dla Lillarda pełne emocji - w czwartkowy poranek został po raz pierwszy ojcem.

Nie ma sposobu, by to opisać. To inny poziom, inny rodzaj podekscytowania. Mój synek spojrzał mi w oczy - relacjonował w piątek.

Jego radość z rodzicielstwa została nieco zaburzona przez wydarzenia z czwartkowego wieczora. Jego przyrodni brat Jahrell Lillard został ranny w wyniku strzelaniny, do której doszło na parkingu centrum handlowego w pobliżu Portland. Koszykarz poinformował, że stan jego krewnego jest stabilny.

Próbowałem dziś wyjść i czerpać radość z gry, wyczyścić głowę. Nie chciałem przynosić moich spraw osobistych do szatni czy na parkiet. Mam syna, to coś wspaniałego. To, co stało się mojemu bratu, jest przykre, ale przeżył. Za to możemy być wdzięczni - podsumował Damian Lillard. 

(ph)