Po wygranym 4:0 meczu Polski z Gruzją w el. Euro 2016 były piłkarz m.in. Legii Warszawa i Śląska Wrocław Zbigniew Mandziejewicz przyznał, że kluczowy był pierwszy gol Arkadiusza Milika. „Kto wie, co byłoby dalej, gdybyśmy dłużej czekali na bramkę” – dodał.

Mandziejewicz powiedział, że gol Milika był nie tylko bardzo ważny dla przebiegu spotkania, ale też wyjątkowo piękny.

Do tego momentu niewiele mieliśmy ze stałych fragmentów gry. Krótkie rozegranie mogło trochę zaskoczyć Gruzinów, ale najważniejszy był tu strzał Milika. To co zrobił było naprawdę wielkie. Uderzył tak, jak chciał uderzyć, to nie był przypadek. To był najwyższy moment, aby coś strzelić, bo czas uciekał i mogło się zacząć robić nerwowo - dodał.

Mandziejewiczy przyznał, że nie za bardzo mu się podobała gra polskiej reprezentacji po zdobyciu gola i w kolejnych spotkaniach nie może to tak wyglądać.

Brakowało spokoju w naszej grze. Nie może być tak, że z tego typu rywalem nie potrafimy wymienić kilku, kilkunastu podań i przenieść ciężaru gry na ich połowę. Był chaos i jakieś bezmyślne kopanie piłki do przodu. W tym okresie Gruzini mieli swoje sytuacje i mogło się to różnie skończyć, gdyby którąś wykorzystali. Trener Adam Nawałka pewnie też to widział i zwróci chłopakom uwagę, bo z Gruzją uchodziło nam to płazem, ale z innym przeciwnikiem może nam się już nie udać zachować czystego konta - wyjaśnił.

Po trzech golach Roberta Lewandowskiego w ostatnich minutach spotkania Polska ostatecznie wygrała 4:0, co według Mandziejewicza nie oddaje tego, co się działo na boisku.

Kto to jednak będzie pamiętał za jakiś czas? Mieliśmy zdobyć trzy punkty, zdobyliśmy je i to jest najważniejsze. Po tym zwycięstwie można powiedzieć, że jesteśmy jedną nogą w autokarze na Euro. Zwłaszcza, że Szkocja zremisowała z Irlandią, co według mnie jest dobrym wynikiem dla nas. Teraz czas na odpoczynek, wyciągnięcie wniosków i jesienią będziemy świętowali awans. Głęboko w to wierzę - podsumował Mandziejewicz.

(mal)