Kamil Wiśniewski po raz pierwszy w karierze wygrał etap rajdu rangi Pucharu Świata i został tym samym liderem Abu Dhabi Desert Challenge. Rafał Sonik z powodu zanieczyszczonego paliwa miał spore problemy techniczne, ale mimo przegrzewającej się pompy i wymuszonych postojów w temperaturze 43 stopni, dotarł do mety. Co więcej sędziowie zwrócili mu stracony czas i na prowadzeniu zmagań znalazło się dwóch "Orłów znad Wisły".

Kamil Wiśniewski po raz pierwszy w karierze wygrał etap rajdu rangi Pucharu Świata i został tym samym liderem Abu Dhabi Desert Challenge. Rafał Sonik z powodu zanieczyszczonego paliwa miał spore problemy techniczne, ale mimo przegrzewającej się pompy i wymuszonych postojów w temperaturze 43 stopni, dotarł do mety. Co więcej sędziowie zwrócili mu stracony czas i na prowadzeniu zmagań znalazło się dwóch "Orłów znad Wisły".
Rafał Sonik z powodu zanieczyszczonego paliwa miał spore problemy techniczne, ale mimo przegrzewającej się pompy i wymuszonych postojów w temperaturze 43 stopni, dotarł do mety /Rafał Sonik Team /

Pierwszy etap rywalizacji toczył się w niezwykle trudnych warunkach. Rajdowcy wyjechali na pustynię, która od wielu miesięcy nie widziała kropli wody. Z nieba lał się żar, a w samochodach temperatura sięgała nawet 60 stopni Celsjusza. Quadowców i motocyklistów w teorii chłodził prąd powietrza, jednak nie dotyczyło to Rafała Sonika, który z powodu kłopotów technicznych musiał co chwilę zatrzymywać się i chłodzić silnik.

Na tankowaniu obsługa zamiast z cysterny nalała mi paliwo z bańki. Ta musiała być brudna, ponieważ już po kilku kilometrach zapchały się filtry, przegrzała pompa i quad odmawiał posłuszeństwa. Musiałem co chwilę stawać. Zużyłem cały zapas wody na silnik, więc na mecie byłem kompletnie odwodniony - komentował Rafał Sonik.

W czasie, kiedy sześciokrotny zdobywca Pucharu Świata walczył, by dotrzeć do mety, niczego nieświadomy Kamil Wiśniewski świętował zwycięstwo. Młody quadowiec pojechał brawurowo. Wyprzedzając dwóch lokalnych rywali został liderem rajdu. 

Startowałem około pół godziny przed Rafałem, więc nie miałem świadomości, co dzieje się za moimi plecami. Dowiedziałem się dopiero na biwaku, ale wtedy sędziowie nie pozwolili mi już zawrócić, żeby mu pomóc - mówił Kamil Wiśniewski.

Na dojazdówce do biwaku nadal trwała walka z czasem. Sonik musiał się zmieścić w limicie, a quad wymagał ciągłych interwencji. Na miejscu mechanicy wymontowali filtry paliwa i zawodnik zaniósł je sędziom. Sytuacja została zbadana, prześledzono przejazd Sonika zapisany w systemie nawigacyjnym i oddano mu 37 minut. Wyniki etapowe nie zostały zmienione, ale w "generalce" "SuperSonik" przesunął się na drugie miejsce - 18 sekund za Kamilem Wiśniewskim.

Ten dzień kosztował mnie bardzo dużo sił, ale cieszę się, że teraz mogę odetchnąć. Pod względem wyniku trudno było sobie wyobrazić dla Polaków lepszy start rajdu, niż ten. Kamil jedzie świetnie i mam nadzieję, że jutro utrzymamy prowadzenie - zakończył Sonik. 

(j.)