Diego Maradona – legendarny argentyński piłkarz – trafił do szpitala w La Placie z objawami depresji. Słynny sportowiec, który jest obecnie jest trenerem lokalnego klubu Gimnasia y Esgrima, trzy dni wcześniej skończył 60 lat.

Jeden z pracowników Maradony w rozmowie z agencją AP stwierdził, że stan legendarnego piłkarza nie jest poważny. "Był bardzo smutny od tygodnia, nie chciał jeść" - relacjonował anonimowo.

Osobisty lekarz Leopoldo Luque zabrał Maradonę do prywatnej kliniki na badania. Argentyńczyk mieszka w położnej ok. 40 kilometrów od Buenos Aires La Placie od jesieni ubiegłego roku, gdy został szkoleniowcem ekipy Gimnasia y Esgrima.

"To nie jest żadna nagła sytuacja"

W dniu swoich 60. urodzin Maradona pojawił się na chwilę na meczu ligowym swoich podopiecznych, ale oglądał go z trybun i opuścił stadion przed końcem pierwszej połowy. Jego nieobecność na ławce trenerskiej była związana z zaleconą przez lekarza kwarantanną po kontakcie z osobą, która miała objawy Covid-19.

Opiekujący się byłym piłkarzem doktor Luque zaprzeczył, by sam Maradona był zakażony. Negatywny wynik dały też przeprowadzone u niego testy.

Brakowało mu energii, urodziny były czynnikiem, który w pewnym aspekcie komplikował sprawę. Moim pomysłem jest, by nawadniać go przez trzy dni, zobaczyć, jaki będzie rozwój wypadków i dostosować leki - tłumaczył lekarz. To nie jest żadna nagła sytuacja. On może w dowolnej chwili zdecydować się na powrót do domu - zaznaczył.

Maradona w przeszłości nieraz trafiał do szpitala, przeważnie z powodu konsekwencji prowadzonego przez niego przez lata rozrywkowego trybu życia. W styczniu ubiegłego roku został przyjęty ze względu na krwawienie w układzie pokarmowym, dwa lata temu zaś zasłabł na meczu Argentyna - Nigeria podczas mistrzostwach świata w Rosji.

W 2007 roku były piłkarz sam zgłosił się do kliniki w Buenos Aires, szukając pomocy w walce z nałogiem alkoholowym, a trzy lata wcześniej trafił do szpitala z poważnymi problemami z sercem i oddychaniem, co łączono z braniem kokainy.