Rdzeń kręgowy Darcy'ego Warda jest najprawdopodobniej całkowicie przerwany w odcinku szyjnym - to najważniejsza wiadomość po dwuipółgodzinnym zabiegu australijskiego żużlowca, który wczoraj miał wypadek w ligowym meczu w Zielonej Górze. Lekarze na razie nie chcą jednak spekulować na temat przyszłości dwukrotnego mistrza świata juniorów.

Darcy Ward / Tytus Żmijewski /PAP

Ward doznał urazu w niedzielnym meczu Ekstraligi pomiędzy Falubazem Zielona Góra a GKM Grudziądz. W ostatnim biegu Australijczyk zahaczył o tylne koło motoru Artjoma Łaguty i z impetem upadł na tor, a następnie uderzył obok dmuchanej bandy.

Pierwsze diagnozy informowały o przerwanym rdzeniu kręgowym zawodnika, co skutkowałoby utratą czucia w nogach. Rano Ward przeszedł dwugodzinną operację, w trakcie której jego kręgosłup został ustabilizowany. 23-letni żużlowiec jest przytomny, odpowiada na pytania i wykonuje proste czynności. Rano do szpitala przyjechał jego najbliższy przyjaciel z toru - Chris Holder - który z powodu wypadku Warda odwołał swój występ w lidze angielskiej.

Na razie nie wydaje się, by zawodnik kiedykolwiek mógł wrócić do żużlowej rywalizacji. Nie wiadomo, czy będzie w ogóle w stanie chodzić. Zawsze trzeba mieć nadzieję, tym bardziej, że medycyna dokonuje nieprawdopodobnych postępów. Szczególnie, jeśli chodzi o materiały biomedyczne. Sprawa jest obecnie w toku i trudno wyrokować, w którym kierunku to wszystko pójdzie - powiedział na konferencji prasowej lekarz Falubazu Zielona Góra Robert Zapotoczny.

Sam Australijczyk zakazał na razie szczegółowego informowania o swoim stanie zdrowia.

(mpw)