Damian Żurek nie zdobył medalu olimpijskiego w biegu w łyżwiarstwie szybkim na 500 metrów w Mediolanie. Wygrał Amerykanin Jordan Stolz - 33,77, który wcześniej w tegorocznych igrzyskach triumfował na 1000 m. Do podium Polakowi zabrakło zaledwie 0,09 sekundy. "Trzecie miejsce było w zasięgu. Odchoruję te igrzyska przez chwilę, a później wrócę do siebie" - powiedział Damian Żurek po swoim występie.

  • Bądź na bieżąco. Więcej informacji sportowych znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

Trzeci medal polskich sportowców w trwających zimowych igrzyskach olimpijskich we Włoszech wisiał w powietrzu, ale - przynajmniej do rozstrzygnięcia w konkursie na dużej skoczni narciarskiej - musimy obejść się smakiem. Szanse na medal stracił bowiem Damian Żurek, który uzyskał wynik 34,35 sekund w łyżwiarstwie szybkim na 500 metrów w Mediolanie. 

Wygrał Amerykanin Jordan Stolz, który wcześniej w triumfował w biegu na 1000 metrów, ustanawiając wynikiem 33,77 nowy rekord olimpijski. Amerykanin powtórzył tym samym wyczyn swojego rodaka Erica Heidena z igrzysk w Lake Placid w 1980 roku i po 46 latach został łyżwiarzem, który wygrał olimpijską rywalizację na dwóch najkrótszych dystansach: na 500 i 1000 metrów.

Drugi, podobnie jak na 1000 m, był Holender Jenning de Boo - 33,88, a trzeci Kanadyjczyk Laurent Dubreuil - 34,26. O wielkim pechu może mówić Damian Żurek, który w obu biegach zajął czwarte miejsce. W sobotę Polakowi do podium zabrakło zalewie 0,09. Na dystansie dwukrotnie dłuższym Żurek przegrał medal o 0,07 s.

Żurek po zawodach: Ta chwila zostanie ze mną na długo

Lubię startować z lepszymi od siebie, ale nie ma co gdybać. Czasem trzeba mieć trochę szczęścia. Szkoda, bo nikt nie zapamięta, że byłem dwa razy czwarty, ale ta chwila zostanie ze mną na długo. Trzecie miejsce było w zasięgu. Odchoruję te igrzyska przez chwilę, a później wrócę do siebie - powiedział po zawodach Damian Żurek.

Zauważył też, że nigdy wcześniej nie przystępował do najważniejszych zawodów międzynarodowych jako kandydat do podium. W tym sezonie w Pucharze Świata udało mu się dwukrotnie wyprzedzić nawet Stolza i zwyciężyć. Cieszę się, że dowiozłem to mentalnie, trzy razy więcej kosztuje utrzymanie presji niż samej formy. Formę można zbudować, a głową można sobie zniszczyć wszystko. Były sezony, kiedy byłem na mistrzostwach świata i przegrywałem na samym starcie. Tutaj dałem z siebie sto procent. Zabrakło - dodał.

Pod względem techniki biegu Żurek nie miał sobie wiele do zarzucenia. Start był bardzo dobry, na wysokim poziomie. Wiedziałem, że jak będę blisko Holendra, to będzie to dobre otwarcie. Wydaje mi się, że trochę za bardzo podpaliłem się na pierwszym wirażu i tam te odbicia nie były w tym miejscu, co powinny. Reszta biegu była bardzo dobra - analizował.

Także w sobotę Marek Kania zajął ósme miejsce - 34,48 s - a Piotrowi Michalskiemu czas 35,10 wystarczył do 24. pozycji.
W piątek srebrny medal na 10 000 m wywalczył dla Polski Rosjanin Władimir Semirunnij.