​Prezes Rafał Tataruch kłamstwami nazwał wypowiedź Andżeliki Wójcik po starcie na igrzyskach w Mediolanie. "To bzdura. Myślę, że powinna przeprosić przede wszystkim trenerów, którzy próbowali jej pomóc" - można przeczytać w oświadczeniu Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego.

  • Najnowsze informacje z Polski i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Andżelika Wójcik po zajęciu 11. miejsca w finale biegu na 500 m na igrzyskach olimpijskich w Mediolanie przed kamerą Eurosportu powiedziała, że przygotowywała się do igrzysk bez trenera.

Ten sezon startowy przygotowywałam się sama. Byłam bez trenera od początku cyklu Pucharu Świata. To przykre - stwierdziła podczas wywiadu panczenistka.

Na pytanie dziennikarza, co jest tego powodem, odesłała do władz związkowych. Nie potrafiła wskazać konkretnej osoby, do której ma o to pretensje. Musiałam sama sobą się zaopiekować. Wolę to niż cierpieć - dodała.

Prezes PZŁS: Konfliktowa osoba

Obecny w Mediolanie prezes PZŁS Rafał Tataruch od razu zabrał głos w tej sprawie. W wydanym oświadczeniu przekazał:

"Andżelika miała pełną opiekę i to my bardziej staraliśmy się o to, żeby ona miała tę opiekę niż ona sama, ponieważ to jest konfliktowa osoba. Co chwila musieliśmy gasić pożary. Najpierw z trenerem Arturem Wasiem, z którym nie chciała trenować. Później prosiliśmy, żeby pracowała z trenerem Rolandem Cieślakiem i tak było do października, do zawodów Pucharu Świata w Salt Lake City, gdzie stwierdziła, że ona już dalej nie chce trenować z grupą, bo wszyscy są przeciwko niej. Trenowała sama, a i tak nie chcieliśmy zostawić jej samej. Poprosiliśmy trenerkę Agatę Jabłońską, naszego team lidera, żeby jednak sprawowała nad nią opiekę, choćby w mierzeniu czasów, pomocy w rozgrzewce. Było ustalone, że Andżelika będzie realizowała plany trenera Rolanda Cieślaka, ale nawet tego nie realizowała".

Prezes wskazuje na przyczynę porażki Andżeliki Wójcik

Prezes PZŁS jest ogromnie rozczarowany postawą zawodniczki. Docenia z jednej strony jej ogromny talent, ale z drugiej zauważa, że okresu przygotowawczego nie przepracowała tak jak powinna. To jest główną przyczyną zajętego miejsca.

Jego zdaniem zawodniczka nie powinna wynikami obarczać sztabu szkoleniowego czy związku lecz sama wziąć za to odpowiedzialność.

"Zapewniam, że wszystko było przygotowane perfekt i miała całą opiekę taką, jaką powinna mieć" - zadeklarował w komunikacie prezes PZŁS.