14 stycznia 1993 roku, na wzburzonych wodach Bałtyku, prom "Jan Heweliusz" odbywał swój ostatni rejs. Sztorm, awarie i fatalny stan techniczny sprawiły, że jednostka przewróciła się do góry dnem, pochłaniając życie 56 osób. Przeżyło tylko 9 członków załogi – wszyscy pasażerowie zginęli. "Gdybym 5 minut później wyszedł z kabiny, nie byłoby mnie już wśród żywych" - wspominał po latach Edward Kurpiel, jeden z ocalałych. Dziś, po 33 latach od tej tragedii, pytania o przyczyny i odpowiedzialność wciąż powracają, a pamięć o ofiarach nie gaśnie.

  • 14 stycznia 1993 roku doszło do największej katastrofy w historii polskiej żeglugi - zatonięcia promu "Jan Heweliusz".
  • W katastrofie zginęło 56 osób, w tym 35 pasażerów i 20 członków załogi - uratowało się tylko 9 członków załogi.
  • Prom od początku swojej służby miał poważne problemy techniczne, był mało stateczny i miał na koncie wiele wypadków.
  • Wrak promu "Jan Heweliusz" spoczywa na dnie Bałtyku, a ciał 16 ofiar nigdy nie odnaleziono.

Sztormowa noc i ostatni rejs promu "Jan Heweliusz"

W nocy 14 stycznia 1993 roku, mimo ostrzeżeń meteorologicznych i szalejącego sztormu, prom kursujący z Polski do Szwecji wyruszył w morze. Dla "Jana Heweliusza", kolejowo-samochodowego promu, płynącego ze Świnoujścia do Ystad, był to ostatni rejs.

Nad ranem, w czasie sztormu o sile przekraczającej skalę Beauforta, prom przechylił się, stracił sterowność, nabierał wody, aż w końcu przewrócił się do góry dnem. Z pokładu uratowało się zaledwie 9 osób, wszyscy byli członkami załogi. Reszta - 56 osób, w tym kilkudziesięciu pasażerów i 20 członków załogi - zginęła w lodowatej wodzie Bałtyku.

Prom "Jan Heweliusz" z problemami od początku

"Jan Heweliusz" to prom zbudowany w latach 70. w Norwegii. Już od pierwszych dni swojego istnienia sprawiał problemy - był mało stateczny, a w dokumentach pokładowych odnotowano niemal 30 poważniejszych wypadków. Dwa razy przewrócił się w porcie, kilka razy zderzył się z kutrami, miał awarie silników, a w 1986 roku na pokładzie wybuchł poważny pożar.

Po pożarze prom trafił do stoczni w Hamburgu, gdzie spalony pokład zalano tonami betonu. Miało to wzmocnić konstrukcję, ale w rzeczywistości tylko pogorszyło stateczność jednostki. "Heweliusz" był wyposażony w prymitywny system balastowy, przeznaczony do użycia w porcie. Mimo to załoga regularnie korzystała z niego na pełnym morzu, co potęgowało zagrożenie.

W dniu katastrofy niesprawna była furta rufowa promu, którą próbowano naprawić jeszcze w porcie. Jednak mimo złego stanu technicznego, prom został dopuszczony do rejsu.

Dramatyczne godziny na Bałtyku

Problemy rozpoczęły się około godziny 3 w nocy, gdy prom mijał niemiecką wyspę Rugię. W obliczu 5-metrowych fal i potężnego wiatru, statek zaczął się przechylać. Kapitan zdecydował się wykonać zwrot, próbując ustawić niestabilny prom dziobem do fal lub - według jego relacji - uniknąć kolizji z mniejszym niemieckim statkiem. 

W wyniku zwrotu przechył pogłębił się do 30 stopni. Mocowania wagonów kolejowych i ciężarówek puściły, a ładunek przesunął się, pogarszając sytuację. System balastowy zawiódł. O godzinie 4:10 kapitan nadał sygnał "Mayday", a 38 minut później po raz ostatni podał pozycję promu. O 5:50 "Jan Heweliusz" przewrócił się do góry dnem, a około 11 całkowicie zatonął.

Dramatyczna akcja ratunkowa po zatonięciu promu

Na pokładzie znajdowały się 64 osoby. Kapitan o 4:30 zarządził opuszczenie promu, ale w chaosie nie udało się wykorzystać wszystkich tratw ratunkowych. Tylko załoga miała do dyspozycji specjalne kombinezony ratunkowe, choć nie wszyscy zdążyli je założyć. Pasażerowie, z których część była ubrana w piżamy, byli bez szans w lodowatej wodzie.

Pierwsze służby ratunkowe dotarły na miejsce około 7 rano. Próby ratowania rozbitków utrudniały ekstremalne warunki pogodowe. Załoga pobliskiego niemieckiego statku oraz śmigłowce ratunkowe walczyły z czasem. Jedna z szalup miała zostać przewrócona przez śmigłowiec, a część ocalałych utonęła z powodu wychłodzenia. Uratowano tylko 9 osób - wszyscy byli członkami załogi "Heweliusza".

Wśród ocalałych znalazł się Edward Kurpiel, były intendent promu. W rozmowie z reporterem RMF FM w 2013 roku wspominał:

Cytat

Cudem ocalałem. Gdybym 5 minut później wyszedł z kabiny, nie byłoby mnie już wśród żywych. Była jedna wielka kotłowanina. Wszystko zaczęło się walić. W pewnym momencie powiedziałem: Panie Boże, dodaj mi sił, żebym wydostał skafander ratunkowy, bo inaczej zostanę w swojej kabinie jak w trumnie.

Kontrowersje wokół śledztwa po zatonięciu promu "Jan Heweliusz"

Wyjaśnianie przyczyn katastrofy promu "Jan Heweliusz" trwało latami i budziło kontrowersje. Postępowanie przed Okręgowymi Izbami Morskimi trwało 6 lat. Początkowo winą obarczono kapitana promu, armatora oraz instytucje dopuszczające prom do żeglugi. W 2005 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał jednak, że polskie izby morskie były stronnicze i nierzetelne, a państwo polskie musiało wypłacić rodzinom ofiar odszkodowania za straty moralne.

Mimo wyroku trybunału, przyczyny katastrofy nigdy nie zostały ponownie zbadane. Odszkodowań za śmierć bliskich rodziny musiały dochodzić przed sądami, często bezskutecznie - po 20 latach od katastrofy roszczenia zostały oddalone z powodu przedawnienia.

Pamięć o ofiarach zatonięcia promu "Jan Heweliusz"

Każdego roku w rocznicę tragedii w Szczecinie, na Cmentarzu Centralnym, gdzie stoi pomnik ofiar, odbywają się uroczystości. W Świnoujściu, skąd wypłynął prom, składane są kwiaty. Załogi promów pływających do Ystad w dzień tragedii składają wiązanki na morzu, w miejscu zatonięcia "Jana Heweliusza". Obchody odbywają się także w Gdyni i Warszawie, gdzie na Powązkach spoczywa ostatni kapitan promu.

Ciał 16 ofiar nigdy nie odnaleziono. Wrak promu spoczywa na głębokości 25 metrów, na wschód od Rugii.

Zatonięcie "Jana Heweliusza" - największa katastrofa w historii polskiej żeglugi

Zatonięcie promu "Jan Heweliusz" uznawane jest za największą katastrofę z udziałem polskich statków w czasach pokojowych. Zginęło 56 osób - 36 pasażerów, w tym dwoje dzieci, oraz 20 członków załogi. Wśród ofiar byli obywatele Polski, Austrii, Węgier, Szwecji, Czech i Norwegii.