Od marca w fabryce Stellantis w Tychach zlikwidowana zostanie trzecia zmiana. Decyzja ta oznacza, że nawet 740 pracowników może stracić pracę. Zmiany te są efektem spadającego popytu na samochody spalinowe i trudnej sytuacji na europejskim rynku motoryzacyjnym.

  • Od marca 2026 roku w fabryce Stellantis w Tychach nie będzie trzeciej zmiany.
  • 740 pracowników ma zostać objętych programem dobrowolnych odejść.
  • Wśród zwalnianych są osoby zatrudnione na czas nieokreślony, określony oraz pracownicy agencyjni.
  • "Solidarność" domaga się wysokich odpraw i dobrowolności udziału w programie.
  • Po redukcji zatrudnienia w tyskiej fabryce pozostanie około 1600 osób.
  • Decyzja wynika z braku zamówień i zmian na rynku motoryzacyjnym.
  • Zwolnienia mogą dotknąć także firmy kooperujące z fabryką, nawet do 3,5 tysiąca osób w regionie.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

W marcu 2026 roku w fabryce Stellantis w Tychach zostanie zlikwidowana trzecia zmiana - podaje Onet. Oznacza to, że aż 740 osób straci pracę lub będzie musiało skorzystać z programu dobrowolnych odejść. Informację tę potwierdził przewodniczący "Solidarności" w zakładzie, Grzegorz Maślanka. Negocjacje dotyczące warunków programu mają rozpocząć się już 14 stycznia. 

Wśród osób, które mogą zostać objęte programem dobrowolnych odejść, znajduje się 140 pracowników zatrudnionych na czas nieokreślony, 300 na czas określony oraz około 300 pracowników agencyjnych. Związkowcy zapowiadają walkę o jak najlepsze warunki dla odchodzących, w tym wysokie odprawy - minimum 24-miesięczne, a optymalnie nawet 36-miesięczne.

Zmiany w zatrudnieniu i produkcji

Obecnie fabryka Stellantis w Tychach zatrudnia około 2300 osób. Po likwidacji trzeciej zmiany liczba pracowników spadnie do około 1600. Zakład produkuje obecnie modele samochodów z napędami hybrydowymi, takie jak Jeep Avenger, Fiat 600 oraz Alfa Romeo Junior. 

Decyzja o redukcji zatrudnienia jest związana z trudną sytuacją na rynku motoryzacyjnym. Jak tłumaczą przedstawiciele związków zawodowych, powodem jest przede wszystkim brak zamówień na samochody spalinowe. Rynek zbytu na tego typu pojazdy znacząco się skurczył, a europejskie regulacje ograniczają liczbę produkowanych aut spalinowych na rzecz pojazdów zeroemisyjnych.

Szerokie konsekwencje dla regionu

Związkowcy ostrzegają, że redukcje zatrudnienia mogą dotknąć nie tylko pracowników samej fabryki, ale także firmy kooperujące z zakładem. W sumie w regionie pracę może stracić nawet 3,5 tysiąca osób. To poważny cios dla lokalnego rynku pracy i całej branży motoryzacyjnej na Śląsku.

Przewodniczący "Solidarności" w tyskiej fabryce podkreśla, że proces zwolnień jest dla pracowników zaskoczeniem, zwłaszcza że jeszcze niedawno dyrekcja dementowała pogłoski o redukcjach. Związkowcy wyrażają obawy, że to dopiero początek większych zmian w sektorze motoryzacyjnym w Polsce.