W Lidzbarku koło Działdowa doszło do niebezpiecznego zdarzenia na zamarzniętym jeziorze. 64-letni mężczyzna wpadł do lodowatej wody, bo poszedł za swoim psem. Dzięki szybkiej reakcji świadka i policjantów, udało się uniknąć tragedii.
- Po więcej aktualnych informacji z kraju i ze świata zapraszamy na stronę główną RMF24.pl.
Do groźnej sytuacji doszło na jeziorze lidzbarskim w powiecie działdowskim w województwie warmińsko-mazurskim. Mężczyzna spacerował z psem alejką wokół zbiornika.
Nagle zwierzę zauważyło kaczki na zamarzniętym jeziorze i wbiegło na lód. Jego właściciel postanowił pójść za nim, nie spodziewając się, że tafla może nie wytrzymać ciężaru dorosłego człowieka.
Około 20-30 metrów od brzegu lód załamał się pod 64-latkiem, który natychmiast wpadł do lodowatej wody.
Zwierzę zdołało samodzielnie wydostać się na brzeg.
Całą sytuację zauważył inny spacerowicz, który natychmiast powiadomił służby ratunkowe. Na miejsce błyskawicznie przyjechali policjanci. Jeden z funkcjonariuszy czołgając się po lodzie, zbliżył się do tonącego mężczyzny, podczas gdy drugi asekurował go z brzegu.
Policjanci użyli rzutki ratunkowej, by wyciągnąć mężczyznę z wody. Mężczyzna był zanurzony w wodzie po szyję - mówi reporterowi RMF FM Piotrowi Bułakowskiemu Rafał Jackowski z olsztyńskiej policji.
Na szczęście tym razem wszystko skończyło się dobrze. Okazało się, że 64-latek był pod wpływem alkoholu.
Policja przypomina, że wchodzenie na zamarznięte akweny jest niezwykle niebezpieczne, zwłaszcza przy dodatnich temperaturach i zmiennej grubości lodu.


