Nielegalne odpady, materiały zakaźne, a nawet cmentarne śmieci – to wszystko odkryli funkcjonariusze CBŚP podczas akcji wymierzonej w przestępczość środowiskową. Wśród zatrzymanych znalazł się były burmistrz i prezesi spółek komunalnych. Postawiono im zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz sprowadzenia zagrożenia dla życia i zdrowia wielu osób.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Pierwszy etap śledztwa ruszył jesienią ubiegłego roku na terenie województwa podlaskiego. To właśnie tam, w powiecie zambrowskim, funkcjonariusze CBŚP przeprowadzili szczegółowe oględziny terenu po dawnej żwirowni. Jak ustalili śledczy, miejsce to zostało przejęte przez grupę przestępczą, która działała przez podstawione osoby - tzw. słupy.
Podczas prac z udziałem biegłych, pod warstwą ziemi odkryto prawdziwy arsenał niebezpiecznych odpadów: pojemniki z oznaczeniem "materiał zakaźny", dziesiątki plastikowych beczek i baniaków z nieznanymi substancjami, a nawet odpady komunalne i cmentarne.
W tej sprawie, pod koniec stycznia, zatrzymano sześć osób. Prokurator przedstawił im zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz nielegalnego postępowania z odpadami o właściwościach kancerogennych, mutagennych i żrących. Skutki ich działań mogły być katastrofalne - zarówno dla ludzi, jak i dla środowiska naturalnego.
Równolegle CBŚP uderzyło w kolejną grupę działającą na terenie powiatu inowrocławskiego. Tam zatrzymano cztery osoby podejrzane o stworzenie mechanizmu nielegalnego deponowania i przetwarzania odpadów na terenach gminnych. Wśród zatrzymanych znaleźli się: były burmistrz jednej z gmin powiatu inowrocławskiego, który nadzorował gospodarkę komunalną, dwaj prezesi gminnej spółki zarządzającej odpadami oraz właścicielka nieruchomości, na której prowadzono nielegalny proceder.
Śledztwo ujawniło, że członkowie grupy stworzyli rozbudowany system ochrony przed organami ścigania. Monitorowali ruch pojazdów policji oraz Inspekcji Ochrony Środowiska, a nawet nielegalnie korzystali z bazy CEPiK, by sprawdzać numery rejestracyjne samochodów mogących należeć do służb.
Funkcjonariusze zapowiadają, że to nie koniec śledztwa - kolejne osoby mogą usłyszeć zarzuty.


