W USA zapowiada się wieczór pełen emocji. Joe Biden będzie walczył o honor amerykańskiej administracji. W nocy polskiego czasu zacznie się debata kandydatów na wiceprezydena Stanów Zjednoczonych. W telewizyjnym pojedynku zmierzą się: Joe Biden obecny wiceprezydent oraz kandydat republikanów Paul Ryan.

Przegrana przez Baracka Obamę debata z Mittem Romneyem stała się tematem-rzeką na blogach Amerykanów. Internauci są zgodni co do tego, że urzędujący prezydent poniósł spektakularną porażkę. „Lepiej dla niego byłoby, gdyby Romney rozmawiał z pustym krzesłem” – podsumowują. czytaj więcej

Od wyników tego spotkania może zależeć wynik listopadowych wyborów. Jeżeli Joe Biden polegnie podczas walki na gesty i słowa - tak jak w ubiegłym tygodniu Barack Obama w pojedynku z Mittem Romneyem - to urzędujący prezydent będzie miał poważny problem.

Romney liderem sondaży

Już teraz sondaże wskazują, że Amerykanie wolą, żeby w Białym Domu zamieszkał kandydat republikanów. Niektóre badania wskazują, że Romney ma kilku procentową przewagę nad Obamą. To efekt ubiegłotygodniowej debaty w Denver w Colorado, w czasie której prezydent wypadł gorzej niż jego rywal w listopadowych wyborach. Podczas rozmowy o sprawach krajowych to kandydat republikanów wydawał się lepiej przygotowany. Przedstawił m.in. plan ratowania gospodarki USA. Obama odpierał zarzuty swojego politycznego przeciwnika ale aż 67 procent Amerykanów uznało, że Mitt Romney wypadł lepiej.

Dlatego tak ważna jest dzisiejsza debata. Zarówno dla Demokratów jak i Republikanów. Ci pierwsi liczą, że ich kandydat ponownie wyjdzie na prowadzenie w sondażach. Drudzy mają nadzieję, że zwiększą przewagę. Przewiduje się, że dzisiejszą debatę obejrzą miliony Amerykanów i może paść rekord oglądalności.

W sztabach panują ogromne emocje, bo najdrobniejszy błąd, zdenerwowanie, czy zła odpowiedź mogą przesądzić o wyniku tego spotkania. W USA wygląd i zachowanie kandydata co najmniej kilka razy zdecydowały o wyniku wyborów. W 1960 roku, nieogolony i spocony ze zdenerwowania Richard Nixon nie spodobał się Amerykanom, chociaż lepiej radził sobie z pytaniami. To wystarczyło, żeby wybory (choć minimalnie) wygrał John F. Kennedy.