Mieszkańcy największych rosyjskich miast przez lata byli izolowani od codziennych realiów wojny prowadzonej przez Rosję przeciwko Ukrainie. Teraz sytuacja zaczyna się zmieniać. W reportażu CNN Rosjanie opisują nocne eksplozje, pożary mieszkań i strach przed kolejnymi atakami. "Teraz wszystko mnie przeraża" - mówi jedna z bohaterek.
- Rosjanie coraz częściej doświadczają skutków wojny - od alarmów i eksplozji po uszkodzenia budynków mieszkalnych.
- Jedna z bohaterek reportażu CNN, 56-letnia Jelena, opowiada, że po uderzeniu drona jej mieszkanie stanęło w ogniu.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Ukraina przeprowadziła na początku czerwca atak dronowy na Petersburg - w dniu rozpoczęcia dorocznego forum ekonomicznego SPIEF organizowanego pod patronatem Władimira Putina. Według niezależnych rosyjskich mediów po uderzeniu wybuchł pożar w terminalu naftowym. Rosyjskie ministerstwo obrony poinformowało, że nad krajem zestrzelono łącznie 354 ukraińskie drony.
Ataki objęły między innymi północno-zachodnią część Rosji - obwód leningradzki i Petersburg. Była to kolejna fala uderzeń pokazująca, że wojna dotarła także do największych rosyjskich miast.
Jak opisuje CNN, mieszkańcy Moskwy i Petersburga przez lata byli w dużej mierze odizolowani od codziennych realiów wojny prowadzonej przez Rosję przeciwko Ukrainie. Teraz sytuacja się zmienia.
Jedną z osób, które przeżyły atak dronowy, jest 56-letnia Jelena Władimirowna z podmoskiewskiego Zielenogradu. Kobieta obudziła się około godziny 4 rano, słysząc nadlatujące drony.
Pod nami, pod balkonem, jest baldachim przypominający półkę. Dron spadł na ten baldachim, a potem stanął w płomieniach, zaczął wydobywać się czarny dym - opowiada CNN. Po chwili jej mieszkanie na piątym piętrze stanęło w ogniu.
Wraz z synem rzuciliśmy się z wiadrami i miskami wody, ale kiedy usłyszeliśmy eksplozję, zrozumieliśmy, że musimy zabrać psa i uciekać - dodaje.
Jej blok był jednym z wielu budynków uszkodzonych podczas masowego ataku ukraińskich dronów 17 maja.
Żyjemy. To najważniejsze. Mam nadzieję, że wojna wkrótce się skończy - mówi.
Gdy nad Petersburgiem zaczęły unosić się kłęby czarnego dymu po ataku ukraińskich dronów, mieszkańcom zalecono pozostanie w domach.
Mieszkanka Kronsztadu, portowego miasta niedaleko Petersburga, mówi CNN, że od godziny 3 nad ranem słyszała odgłosy dronów i rosyjskiej obrony przeciwlotniczej.
Nie dało się spać. Bzyczenie było tak głośne, że bałam się, że nasz budynek mieszkalny może zostać trafiony - opowiada.
Według jej relacji rosyjskie systemy przeciwlotnicze próbowały strącić drony, ale najwyraźniej bezskutecznie.
Podczas ataku z 17 maja w obwodzie moskiewskim zginęły co najmniej trzy osoby. Ukraina miała użyć wtedy ponad 500 dronów.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nazwał falę uderzeń "całkowicie uzasadnioną". Tym razem ukraińskie ataki dalekosiężne dotarły do obwodu moskiewskiego; wysyłamy jasny sygnał Rosjanom: ich rząd musi zakończyć tę wojnę - stwierdził.
Mieszkańcy podmoskiewskich Chimków również mówią CNN o strachu po atakach dronowych.
Nadieżda wspomina, że widziała przelatującego drona chwilę przed eksplozją. Sekundę później usłyszałam huk - relacjonuje.
Choć nikt z jej bliskich nie ucierpiał, kobieta przyznaje, że od tamtej pory żyje w napięciu. Teraz wszystko mnie przeraża, nawet jeśli nastolatkowie odpalają petardy - podkreśla.
Podobne emocje towarzyszą także innej mieszkance okolicy, Jelenie.
To trwało i trwało - mówi o odgłosach dronów nad miastem. Chciałabym spokoju. Oby to wszystko szybko się skończyło - kończy.
Eksperci podkreślają, że przez lata rosyjskie władze starały się utrzymywać mieszkańców największych miast w przekonaniu, że wojna ich nie dotyczy.
Antropolożka Alexandra Arkhipova z Ecole Normale Supérieure w Paryżu ocenia, że po inwazji z 2022 roku między Kremlem a mieszkańcami Moskwy powstała nieformalna umowa społeczna.
Mer Moskwy włożył wiele wysiłku, aby wyglądało na to, że nie toczy się żadna wojna. To było zobowiązanie wobec mieszkańców Moskwy: "Żyjcie swoim życiem, wojna was nie dotyczy - tłumaczy.
CNN zwraca uwagę, że Rosjanie coraz mocniej odczuwają skutki wojny także w codziennym życiu. Chodzi nie tylko o zagrożenie atakami dronów, ale również o problemy gospodarcze, ograniczenia internetu, zablokowane aplikacje do komunikacji (WhatsApp i Telegram), drożejące paliwo, dodatkowe podatki czy obawy przed państwową inwigilacją.
Arkhipova mówi, że wielu Rosjan kupuje dziś dodatkowe telefony - tzw. "MAXofony" - aby oddzielić prywatną komunikację od państwowych aplikacji.
Jeden z mieszkańców Zielenogradu, Maxim, przyznaje, że sam korzysta z dwóch telefonów i nie ukrywa zmęczenia wojną. Jestem za tym, żeby to się skończyło - podkreśla.
Część jego rodziny mieszka na Litwie i z przerażeniem obserwuje konflikt. Cała moja rodzina na Litwie jest po prostu zszokowana faktem, że Ukraińcy i Rosjanie giną. Słowianie zabijają Słowian - mówi z przerażeniem.
Rosnące zmęczenie wojną zaczyna być widoczne także w badaniach opinii publicznej. Niezależne Centrum Lewady podało w kwietniu, że 62 proc. respondentów opowiada się za rozpoczęciem rozmów pokojowych, a tylko 27 proc. chce kontynuowania działań wojennych.


