Biełgorod padł ofiarą potężnego ostrzału, prawdopodobnie przeprowadzonego przy pomocy wyrzutni rakietowych HIMARS - poinformował Wiaczesław Gładkow, gubernator obwodu biełgorodzkiego. Polityk przekazał, że Ukraińcy obrali za cel obiekty infrastruktury energetycznej.

O ukraińskim ataku na Biełgorod, miasto położone niedaleko granicy z Ukrainą, Wiaczesław Gładkow poinformował w sobotę wieczorem. Napisał, że miasto "zostało dotknięte potężnym ostrzałem".

Z przekazanych przez niego informacji wynika, że siły Kijowa obrały za cel obiekty infrastruktury energetycznej, choć dodał, że "w wyniku ostrzału zapalił się budynek gospodarczy". "W miejscowości Tawrowo w obwodzie biełgorodzkim spadające szczątki (zapewne pocisków - przyp. red.) uszkodziły dachy dwóch domów" - podał ponadto.

Według mera Biełgorodu Walentina Demidowa, którego cytuje portal Meduza, po ostrzale przestały działać pompy w jednej z przepompowni, która dostarcza ciepło do kilku budynków w mieście. Ogrzewania nie mieli również mieszkańcy innych ulic.

"Pepel", niezależny rosyjski kanał na Telegramie, poinformował, że jednym z ukraińskich celów była elektrociepłownia w Biełgorodzie.

HIMARS-y w akcji

Według Wiaczesława Gładkowa, do ataku na Biełgorod Ukraińcy użyli prawdopodobnie wyrzutni rakietowych M142 HIMARS. Telegramowy "Pepel" poinformował, że miasto zostało ostrzelane głównie przez wieloprowadnicowe wyrzutnie rakietowe Grad, ale zasugerował, że atak na biełgorodzką elektrociepłownię mógł zostać przeprowadzony przy pomocy HIMARS-a.

"Pepel" opublikował nagranie, które rzekomo przedstawia atak na elektrociepłownię w Biełgorodzie.

Gubernator obwodu biełgorodzkiego w niedzielny poranek opublikował kolejny komunikat, w którym poinformował o aktualnej sytuacji. "W ciągu dnia ponownie dokonamy inspekcji uszkodzonych obiektów energetycznych. Jak wspomniałem w nocnym raporcie, wszystkie ekipy są na miejscu, trwają prace naprawcze" - dodał.