W niedzielę Szwajcaria podejmie decyzję w referendum dotyczącym propozycji ograniczenia liczby ludności tego kraju do 10 milionów. Niektórzy porównują to referendum do głosowania w Wielkiej Brytanii, które zdecydowało o brexicie - może ono mieć daleko idące konsekwencje dla szwajcarskiej gospodarki, ale też relacji z Unią Europejską. Dziś ponad 27 proc. mieszkańców tego alpejskiego kraju to cudzoziemcy.

  • W niedzielę 14 czerwca Szwajcarzy zdecydują w referendum o projekcie "Nie dla 10 milionów!", który ogranicza liczbę stałych mieszkańców kraju.
  • Projekt zakłada utrudnienia w procedurach azylowych i pobytowych po przekroczeniu 9,5 mln mieszkańców oraz wypowiedzenie umowy o swobodnym przepływie osób z UE.
  • Rząd i przeciwnicy inicjatywy ostrzegają, że ograniczenia mogą zaszkodzić gospodarce, handlowi i bezpieczeństwu, podkreślając znaczenie imigrantów i więzi z UE.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

10 milionów Szwajcarów. Co to oznacza?

W zaplanowanym na niedzielę 14 czerwca referendum Szwajcarzy zagłosują nad zaproponowanym przez eurosceptyczną Szwajcarską Partię Ludową (SVP) projektem "Nie dla 10 milionów!" dotyczącym liczby stałych mieszkańców kraju do 2050 r.

Projekt przewiduje, że już po przekroczeniu progu 9,5 mln mieszkańców rząd byłby zobligowany m.in. do drastycznego utrudnienia procedur azylowych i pobytowych. Po osiągnięciu progu 10 mln Szwajcaria musiałaby też wypowiedzieć obowiązującą od ponad 20 lat umowę z Unią Europejską o swobodnym przepływie osób.

Co trzeci mieszkaniec Szwajcarii jest cudzoziemcem

Kwestia ludności stała się przedmiotem debaty publicznej wskutek obecnego gwałtownego wzrostu liczby mieszkańców, która w latach 2002-25 zwiększyła się z 7,3 mln do 9,1 mln, tj. o 1,8 mln. Według oficjalnych danych z 2024 r. prawie 28 proc. mieszkańców Szwajcarii to cudzoziemcy.

Obecny rząd sprzeciwia się inicjatywie "Nie dla 10 milionów!" Dąży do wzmocnienia więzi z UE i podkreśla, że odwrotny kierunek zaszkodzi handlowi i rynkowi pracy, a w konsekwencji - całej gospodarce i zamożności kraju. Brak współpracy z Unią na polu imigracji miałby się również odbić negatywnie na bezpieczeństwie państwa. Władze odwołują się przy tym do humanitarnych tradycji państwa szwajcarskiego.

Zwolennicy limitu przekonują, że wzrost imigracji spowoduje kryzys mieszkaniowy, wzrost czynszów i przeciążenie transportu, oświaty, ochrony zdrowia i innych usług publicznych.

Jakie są argumenty za brakiem ograniczenia liczby mieszkańców?

Agencja Reutera zwraca uwagę na pułapki, jaki czyhają na Szwajcarów, w przypadku wyrażenia zgody w referendum na ograniczenie liczby ludności. 

Szwajcaria ma starzejące się społeczeństwo i opiera się na imigrantach, którzy obsadzają wiele stanowisk. Większość z nich pochodzi z Europy.

Obecnie obcokrajowcy stanowią prawie 28 proc. stałej populacji, a ostatnie badania wykazały, że dwóch na pięciu założycieli firm w tym alpejskim kraju to przybysze z innych państw.

UE jest zdecydowanie najważniejszym partnerem handlowym Szwajcarii. Pod koniec 2024 r. oba podmioty zawarły dwustronne porozumienie mające na celu pogłębienie integracji gospodarczej, czemu sprzeciwia się SVP. Umowa jest obecnie procedowana w parlamencie i prawdopodobnie zostanie poddana referendum. W tym kontekście nie bez znaczenia jest fakt, że prezydent USA Donald Trump w zeszłym roku nałożył na szwajcarskie towary jedne z najwyższych w Europie ceł.

Swoboda przemieszczania się jest filarem jednolitego rynku UE i wszelkie próby ograniczenia europejskim pracownikom wjazdu do Szwajcarii mogą doprowadzić do zachwiania stosunków dwustronnych.

Szwajcarzy powiedzą "nie"?

Aby propozycja została zaakceptowana, musi ją poprzeć większość głosujących oraz większość kantonów. Wyborcy, jak wynika z sondaży, najprawdopodobniej odrzucą w referendum propozycję ograniczenia liczby ludności.

Zgodnie z wynikami badania opinii przeprowadzonego przez ośrodek GFS Bern ok. 52 proc. Szwajcarów sprzeciwia się pomysłowi ograniczenia liczby mieszkańców, a ok. 45 proc. go popiera. Sondaż przeprowadzono w dniach 19-27 maja na próbie liczącej 19,4 tys. osób. Granica błędu statystycznego to ok. 2,8 proc.

W badaniu przeprowadzonym w kwietniu 47 proc. respondentów opowiedziało się za wprowadzeniem limitu, 47 proc. - przeciw. We wcześniejszym równie dużym badaniu, zleconym przez zuryski dziennik "Tages-Anzeiger", zwolenników tego rozwiązania było więcej niż przeciwników (52 proc. do 46 proc.).