O rzekomym ataku powiadomiły policję trzy kobiety. Miał je napaść mężczyzna, podobny do gwałciciela z Zielonej Góry. Według relacji kobiet, napastnik odjechał białym samochodem - takim samym, jakim uciekł sprawca prawdziwego napadu w Leśniowie Wielkim. Gubin przeczesywało kilkudziesięciu policjantów. Okazało się jednak, że kobiety kłamały.

To matka i dwie nastoletnie córki. Już wiadomo, że matka była pijana.

Opis zdarzenia był podobny do wcześniejszych napadów w okolicach Zielonej Góry. Policjanci całą noc z soboty na niedzielę blokowali drogi. Kobietami zajął się nawet psycholog. Policjantów w końcu zaniepokoiły nieścisłości w ich zeznaniach. W niedzielę o 6 rano odnaleziono wskazanego przez autorki alarmu mężczyznę. Okazało się, że był gościem matki, pili razem alkohol. Gość nie chciał wyjść, a kiedy już wyszedł, kobiety doniosły o napadzie, którego nie było. Matka i córki zostaną ukarane.

Pracę zielonogórskich policjantów obserwował Piotr Świątkowski

Jeśli chodzi o poszukiwanie prawdziwych sprawców napadów w Lubuskiem - wciąż bez przełomu. Funkcjonariusze z komendy miejskiej w Zielonej Górze przyznają jednak, że dziennie otrzymują kilkadziesiąt informacji o osobach podobnych do poszukiwanych sprawców napadów na kobiety. Twierdzą, że zgłoszenia pomagają im w poszukiwaniach, choć jak dotąd sprawców nie schwytano. Tymczasem w ciągu ostatniego półtora miesiąca w Lubuskiem zaatakowanych zostało już dziewięć kobiet.