Papież Leon XIV, pochodzący z przedmieść Chicago, przekonał się na własnej skórze, że nawet głowa Kościoła katolickiego może utknąć w biurokratycznej machinie bankowej. Pracownica infolinii nie dała się przekonać, nawet gdy usłyszała, z kim rozmawia.
- Papież Leon XIV nie mógł zdalnie zmienić swoich danych w amerykańskim banku.
- Pracownica infolinii rozłączyła się, gdy usłyszała, że rozmawia z papieżem.
- Sprawę finalnie udało się załatwić. Jak? Piszemy o tym w poniższym artykule.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Około dwa miesiące po wyborze na papieża, Leon XIV zadzwonił do swojego banku w Stanach Zjednoczonych. Przedstawił się jako Robert Prevost (tak się nazywa), mówiąc, że chce zaktualizować swoje dane kontaktowe.
Jak relacjonował jego przyjaciel, ksiądz Tom McCarthy, podczas spotkania z wiernymi w Naperville w stanie Illinois, papież poprawnie odpowiedział na wszystkie pytania weryfikacyjne.
To jednak nie wystarczyło. Pracownica banku poinformowała, że zmiany może dokonać tylko osobiście, przychodząc do oddziału. Powiedział: "Nie będę w stanie tego zrobić" - opowiadał ksiądz, wywołując śmiech wśród słuchaczy. Ojciec Święty próbował jeszcze raz, mówiąc: Czy miałoby to dla ciebie znaczenie, gdybym powiedział, że jestem papieżem Leonem?.
Odpowiedzi już nie usłyszał, bo pracownica banku postanowiła się rozłączyć.
Historia, którą ksiądz Tom McCarthy potwierdził w korespondencji z dziennikiem "New York Times", pokazuje, że nawet najwyższe stanowisko w Kościele katolickim nie chroni przed codziennymi trudnościami.
Podobne sytuacje zdarzały się już wcześniej - papież Franciszek w pierwszych godzinach swojego pontyfikatu sam opłacił rachunek za hotel i odebrał bagaż, dając przykład skromności.
Leon XIV pochodzi z Dolton, niewielkiej miejscowości koło Chicago. Zanim został papieżem, był biskupem w Peru i pełnił ważne funkcje w Watykanie. Jego przyjaciel, ksiądz McCarthy, zna go jeszcze z czasów młodości w Chicago.
Ostatecznie problem z bankiem udało się rozwiązać dzięki interwencji innego księdza, który znał prezesa banku. Nie wiadomo, jak zareagowała pracownica infolinii, gdy dowiedziała się, z kim rozmawiała. Wyobrażacie sobie być znaną jako kobieta, która rozłączyła się z papieżem? - żartował ksiądz Tom McCarthy.


