Polska zimowa wyprawa na K2 - ostatni niezdobyty o tej porze roku 8-tysięcznik - walczy o założenie obozu trzeciego, który stanąć ma na wysokości około 7000 metrów. To najbliższy cel naszych himalaistów.

To trzecia próba zdobycia K2 zimą /foto. Polski Himalaizm Zimowy 2016-2020 im. Artura Hajzera/Facebook /facebook.com

Zadania nie ułatwia jednak pogoda. Mimo kilku prób, członkowie ekspedycji tylko nieznacznie wyszli powyżej "dwójki" na drodze Basków. Na RMF24.pl zbieramy najważniejsze wydarzenia i podsumowujemy ostatnie dni.

Ekipa w (nie)pełnym składzie. "Wracamy do gry o K2"

Akcja górska na K2 - po przeprowadzonej operacji ratunkowej na Nanga Parbat - została wznowiona 1 lutego.  Tego dnia do C1 wyszli Artur Marek i Marek Chmielarski. Dzień później w bazie wylądował śmigłowiec z ekipą ratunkową z Nangi - Adamem Bieleckim, Denisem Urubko i Piotrem Tomalą. Na pokładzie nie było już Jarosława Botora, który ze Skardu - z powodów osobistych - musiał udać się w podróż powrotną do Polski. 

W kolejnych dniach - kiedy cały świat żył jeszcze wydarzeniami na Nanga Parbat i wspaniałą akcją ratunkową przeprowadzoną przez czwórkę naszych himalaistów - w ścianę wychodziły kolejne zespoły. Pogoda nie pozwalała jednak na dotarcie wyżej niż obóz drugi. 3 lutego Krzysztof Wielicki informował, że wszyscy są w bazie, a plany "ustali pogoda". Dzień później - 4 lutego - w górę ruszyli Marcin Kaczkan i Denis Urubko. W planach było wyniesienie sprzętu i poręczowanie powyżej "dwójki". Zespół spędził noc w C1, a następnego dnia ruszył do C2. Po kolejnym noclegu - tym razem na wysokości 6300 metrów - Urubko i Kaczkan wyruszyli powyżej "dwójki". Idą, ile dadzą radę. Wiem, że mają namiot m.in. do wyniesienia. Na pewno nie założą żadnego biwaku, tylko zejdą do C2 - informował wówczas w rozmowie z RMF FM Krzysztof Wielicki.

Z powodu bardzo silnego wiatru, nawet do 100 km/h, ostatecznie Urubko i Kaczkan podjęli decyzję o zejściu i jeszcze tego samego dnia byli w bazie.

Wypadek Bieleckiego

Obiecujące miały być kolejne dni. Jak informował nas Krzysztof Wielicki, prognozy, które otrzymali członkowie wyprawy, mówiły o względnie niewielkim wietrze aż do 10 lutego. 7 lutego kierownik wyprawy donosił z bazy, że w górę wyszedł zespół w składzie Janusz Gołąb - Adam Bielecki. Tego samego dnia z C1 do C2 miał przebić się Maciej Bedrejczuk, by cała trójka dzień później mogła poręczować drogę do C3. Tracker GPS Bieleckiego po kilku godzinach wskazywał jednak, że Adam ponownie jest w bazie. Po południu polskiego czasu pojawiła się informacja, że himalaista miał wypadek - na dojściu do "jedynki" uderzył go spadający kamień, w związku z czym musiał wrócić do bazy. Skończyło się na sześciu szwach, ale niestety uraz wykluczył Bieleckiego z akcji górskiej na kilka najbliższych dni.

W obozie pierwszym na noc został Janusz Gołąb, który jednak po trudnym noclegu zdecydował o powrocie do BC. Zapowiadane okno nie potwierdziło się. Wczoraj miało być 30km/h... było 50, a w porywach 60-70km/h. Miałem ciężką noc w C1 - donosił wówczas na swoim profilu na Facebooku. 

Ostatnia prognoza pogody, która dotarła do bazy, mówi o zachmurzeniu i wzroście siły wiatru do 40 km/h. Mimo to zespół liczy, że Artur Małek i Marek Chmielarski, którzy w piątek mają osiągnąć C2, zaczną w sobotę poręczowanie powyżej.

Drugi wypadek pod K2

Pech cały czas nie opuszcza naszych himalaistów. Po wypadku Adama Bieleckiego, w piątek kamieniem został uderzony Rafał Fronia,  kiedy podchodził do obozu pierwszego na wysokości prawie 6 tysięcy metrów. Polski wspinacz złamał rękę. W bazie udzielono mu pomocy. W sobotę rano ma zostać zabrany do pakistańskiego Skardu, a potem wrócić do kraju.

Marek Chmielarski i Artur Małek spędzają noc w obozie drugim, a Piotr Tomala wrócił do bazy.

Kiedy obóz trzeci?

To pytanie coraz częściej pojawia się w licznych komentarzach czy telefonach do bazy, szczególnie po blogowym wpisie Denisa Urubko, który po wyjściu z Marcinem Kaczkanem, w nieco zrezygnowanym tonie pisał o szansach na drodze Basków. Pamiętajmy jednak, że zima trwa do 21 marca. Przed naszymi himalaistami jeszcze co najmniej kilka tygodni w bazie i w ścianie.

(ag)