Amerykański tankowiec powietrzny KC-135 został zestrzelony w zachodniej części Iraku przez proirańskie bojówki - przekazała w nocy z czwartku na piątek agencja Reutera. W zdarzeniu brały udział dwa samoloty, z których drugi wylądował bezpiecznie.

  • Proirańska grupa Islamski Ruch Oporu twierdzi, że zestrzeliła amerykański powietrzny tankowiec KC-135 nad zachodnim Irakiem "w obronie suwerenności i przestrzeni powietrznej kraju".
  • Na pokładzie było co najmniej pięć osób; trwa akcja ratownicza. Według doniesień to co najmniej czwarty amerykański samolot utracony w trwającej wojnie z Iranem.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Dowództwo Centralne USA (CENTCOM) informowało w czwartek o stracie powietrznego tankowca KC-135, zaznaczając jednak, że nie doszło do tego w wyniku uderzenia ani ze strony wroga, ani sił sprzymierzonych.

Islamski Ruch Oporu w Iraku ogłosił natomiast w komunikacie, że zestrzelił samolot KC-135 "w obronie suwerenności i przestrzeni powietrznej naszego kraju".

Proirańska grupa przyznała się wcześniej do ataków na amerykańskie bazy wojskowe w Iraku.
KC-135 to samolot używany do powietrznego tankowania innych samolotów. Jest to co najmniej czwarty samolot stracony przez USA w trakcie trwającej wojny z Iranem.

Załoga rozbitego tankowca składała się co najmniej z pięciu osób - podała agencja AP, powołując się na anonimowego urzędnika amerykańskiego. Nie jest jasne, czy członkom załogi udało się uratować. Dowództwo CENTCOM ogłosiło, że trwa akcja ratownicza.

Iran i sponsorowani przez niego bojownicy w regionie ostrzeliwują Izrael, statki handlowe w rejonie Zatoki Perskiej oraz bazy wojskowe i infrastrukturę cywilną w okolicznych państwach w odpowiedzi na rozpoczęte 28 lutego amerykańsko-izraelskie bombardowania Iranu.

Trump grozi irańskim przywódcom. "Zobaczcie, co dziś stanie się z tymi obłąkanymi łajdakami"

Prezydent USA Donald Trump zamieścił w piątek wpis na swoim koncie Truth Social, w którym stwierdził, że "irańska marynarka wojenna zniknęła, ich siły powietrzne już nie istnieją; rakiety, drony i wszystko inne jest niszczone, a ich przywódcy zostali zmieceni z powierzchni ziemi".

"Mamy niezrównaną siłę ognia, nieograniczone zapasy amunicji i mnóstwo czasu - zobaczcie, co dziś stanie się z tymi obłąkanymi łajdakami. Przez 47 lat zabijali niewinnych ludzi na całym świecie, a teraz ja, jako 47. prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki, zabijam ich. To wielki zaszczyt móc to robić! Dziękuję za uwagę w tej sprawie" - dodał.

Tankowce - powietrzne stacje paliw kluczowe dla operacji wojskowych

Tankowce odgrywają kluczową rolę w działaniach wojskowych, zapewniając paliwo myśliwcom i bombowcom w trakcie długodystansowych misji. Dzięki nim samoloty bojowe mogą pokonywać ogromne odległości i docierać do celów oddalonych nawet o tysiące kilometrów bez konieczności lądowania.

Operacje tankowania w powietrzu to ogromne przedsięwzięcie logistyczne. Często jednocześnie w powietrzu znajduje się wiele samolotów, z których każdy wymaga uzupełnienia paliwa.

Samo tankowanie odbywa się w bardzo niewielkiej odległości od tankowca. Z maszyny wysuwana jest specjalna sonda, którą następnie opuszcza się w kierunku samolotu odbierającego paliwo. Pilot takiej maszyny musi precyzyjnie ustawić swoją pozycję, korzystając z systemu świateł umieszczonego pod tankowcem.

Światła te wskazują pilotowi, czy powinien zbliżyć się, oddalić lub zmienić pozycję, tak aby sonda mogła dosłownie "podłączyć się" do samolotu. Po nawiązaniu kontaktu rozpoczyna się przesył paliwa, który zwykle trwa kilka minut.

W tym czasie samoloty lecą zaledwie kilka stóp od siebie. Operacje te często odbywają się także w nocy, co dodatkowo zwiększa poziom trudności.

Pilot odbierający paliwo musi wykazać się dużymi umiejętnościami, utrzymując kontakt z sondą - a w niektórych przypadkach także z tzw. lotnią hamującą w kształcie niewielkiego wahadłowca. Dodatkowym utrudnieniem bywa obecność innych samolotów wykonujących podobne manewry w tej samej przestrzeni powietrznej.

Dowództwo Centralne Stanów Zjednoczonych poinformowało, że jedno z ostatnich zdarzeń związanych z tankowaniem w powietrzu miało miejsce nad Irakiem. 

Załoga samolotu tankującego KC-135 składa się zazwyczaj z co najmniej trzech osób: pilota, drugiego pilota oraz operatora wysięgnika odpowiedzialnego za sam proces przekazywania paliwa.

Według Sił Powietrznych USA Dowództwo Mobilności Powietrznej dysponuje flotą niemal 400 tankowców, które wspierają operacje lotnicze na całym świecie.

Eskalacja konfliktu w Iranie może być początkiem kolejnego kryzysu migracyjnego

USA i Izrael od 28 lutego bombardują Iran, który w odpowiedzi atakuje Izrael i państwa Zatoki Perskiej, uderzając zarówno w położone tam amerykańskie bazy, jak i cele cywilne. Konflikt na Bliskim Wschodzie ma coraz większe konsekwencje dla globalnej polityki i gospodarki, a także - jak podkreśliła ekspertka ds. migracji i przemian społeczno-politycznych na Bliskim Wschodzie dr Klaudia Gołębiowska - może się przerodzić w jeden z największych kryzysów migracyjnych. 

Według ostatnich informacji UNHCR z powodu eskalacji działań wojennych w Iranie aż ok. 3,2 mln osób zostało już tymczasowo przesiedlonych wewnątrz kraju.

Eskalacja napięć na Bliskim Wschodzie, w szczególności w kontekście Iranu, budzi potężne obawy o potencjalny exodus uchodźców w kierunku Turcji, później oczywiście część z tych osób może dotrzeć też do Europy. Na razie nie obserwujemy masowej migracji, ale widzimy już, że w regionie pojawiają się pierwsze sygnały przygotowań niektórych państw, przede wszystkim Turcji, właśnie na taki scenariusz - zaznaczyła ekspertka.

Dr Gołębiowska wskazała, że Turcja jest głównym państwem tranzytowym między Bliskim Wschodem a Europą i to ona przede wszystkim bardzo intensywnie monitoruje sytuację w kontekście potencjalnej migracji w regionie.
Ekspertka zaznaczyła przy tym, że granica między Iranem a Turcją nie jest granicą stosunkowo łatwą do przekroczenia. Przypomniała, że to około 500 km, z czego ok. 380 km stanowi betonowy mur z ponad 200 wieżami kontrolnymi i punktami obserwacyjnymi.

Obecnie Ankara przygotowuje się tak naprawdę na kilka scenariuszy zarządzania potencjalnym kryzysem migracyjnym. W tym kontekście po pierwsze rozważane jest utworzenie strefy buforowej i to po stronie irańskiej. To jest rozwiązanie, które oczywiście najbardziej by Turcja preferowała, żeby zatrzymać migrację i aby uchodźcy po prostu relokowali się bezpiecznie na terytorium Iranu - powiedziała.

"UE jest w stałym kontakcie z Turcją"

Pytana, czy sytuacja na Bliskim Wschodzie i możliwy kryzys migracyjny będzie miał bezpośredni wpływ na sytuację dot. uchodźców w Europie, odpowiedziała, że "UE jest w stałym kontakcie z Turcją, także widać, że sytuacja jest tutaj monitorowana".

Decyzji jakichś wiążących, ostatecznych jeszcze nie ma, aczkolwiek patrząc na wcześniejsze działania prezydenta Erdogana i jego administracji, najpewniej w sytuacji, gdyby Turcja tworzyła ośrodki dla uchodźców przy swojej granicy, to zapewne będzie chciała skorzystać ze środków także międzynarodowych, czy to UNHCR czy właśnie UE. Tak naprawdę jest tylko kilka takich miejsc, gdzie Turcja mogłaby coś takiego zorganizować i nie sądzę, że będzie chciała wziąć całą odpowiedzialność, przede wszystkim finansową, wyłącznie na siebie - zaznaczyła ekspertka.

Pytana, czy znane jest jakiekolwiek stanowisko strony amerykańskiej w związku z możliwym kryzysem migracyjnym wywołanym działaniami USA i Izraela skierowanymi przeciwko Iranowi, wskazała, że "jeżeli chodzi o administrację amerykańską, to doskonale zdaje sobie ona z tego sprawę".

To nie jest niestety nic nowego, czego byśmy nie doświadczyliśmy w naszej współczesnej historii. Konsekwencje wojen międzynarodowych, gdzie są zaangażowane różne strony, czy to amerykańska czy inna, za każdym razem tak naprawdę powodowały masową ucieczkę obywatel czy to z Iraku, czy z Syrii albo Afganistanu. Myślę, że jak najbardziej świadomość po stronie amerykańskiej jest, natomiast powiem może trochę wprost: USA nie doświadczy tych konsekwencji, a konsekwencje spadną na państwa sąsiadujące z Iranem i ewentualnie, w trochę mniejszej skali, doświadczy ich Europa - podsumowała ekspertka.