Departament Stanu USA ogłosił ewakuację „niezwiązanych z sytuacjami krytycznymi” pracowników ambasady w Izraelu oraz ich rodzin. Decyzja zapadła w związku z narastającym napięciem na linii Waszyngton–Teheran i obawami przed możliwym konfliktem zbrojnym - podaje serwis Axios.

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

W piątek Departament Stanu USA poinformował o rozpoczęciu ewakuacji części pracowników ambasady w Izraelu oraz ich rodzin. Jak podkreślono w komunikacie, decyzja została podjęta ze względu na "zagrożenia dla bezpieczeństwa" w regionie. Osoby niepełniące kluczowych funkcji oraz ich bliscy mają opuścić kraj, podczas gdy ambasada będzie kontynuować działalność w ograniczonym składzie.

Ambasador USA Mike Huckabee przekazał pracownikom, że wszyscy chętni do wyjazdu powinni to zrobić jeszcze w piątek. W placówce pozostaną dyplomaci oraz personel odpowiedzialny za wsparcie obywateli USA, kwestie bezpieczeństwa, wojskowe, polityczne i wywiadowcze.

Również francuski rząd radzi, by powstrzymać się od podróży do Izraela.

Tymczasem Wielka Brytania podjęła decyzję o ewakuacji personelu ambasady w Iranie - donosi "The Telegraph" "w obawie przed nieuchronnym atakiem militarnym ze strony USA".

Polskie MSZ wydało ostrzeżenie i apel w kilku wpisach na platformie X, na profilu "Polak za granicą", na którym publikowane są informacje i ostrzeżenia resortu dla podróżujących.

"Przypominamy! Sytuacja bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie jest niestabilna. Ryzyko eskalacji jest wysokie. Przestrzeń powietrzna dla ruchu cywilnego może zostać zamknięta. Powrót drogą lotniczą może być niemożliwy lub znacząco utrudniony. Jeżeli przebywasz na Bliskim Wschodzie zabezpiecz środki finansowe, zawsze miej przy sobie paszport, naładowany telefon i podstawowe leki" - zaapelowano na profilu "Polak za granicą".

W kolejnych wpisach zaapelowano o natychmiastowe opuszczenie Iranu, Izraela i Libanu.

Rosnące napięcie i możliwy konflikt

Decyzja o ewakuacji zapadła w momencie, gdy rośnie ryzyko wybuchu konfliktu z Iranem. W ostatnich tygodniach prezydent Donald Trump zarządził znaczące wzmocnienie obecności wojskowej USA na Bliskim Wschodzie. W czwartek głównodowodzący siłami USA w regionie, admirał Brad Cooper, przedstawił prezydentowi opcje działań militarnych wobec Iranu.

Wcześniej w tym tygodniu podobna ewakuacja objęła amerykańską ambasadę w Bejrucie. Eksperci ostrzegają, że ewentualne uderzenie na Iran może doprowadzić do wybuchu wojny między Izraelem a Hezbollahem.

Mimo narastającego napięcia, przedstawiciele USA, Iranu i Omanu (który sprawuje rolę mediatora) określili ostatnie rozmowy w Genewie jako "pozytywne". Jednak działania militarne i ewakuacje stoją w sprzeczności z tymi deklaracjami.

Akcje na Wall Street spadły, a cena złota i dolara amerykańskiego wzrosła na tle niepewności związanej z możliwymi działaniami militarnymi.

"Wszyscy jesteśmy członkami wielkiej rodziny Iranu. Jesteśmy zobowiązani, w zjednoczonym i demokratycznym Iranie, pod flagą Lwa i Słońca, do położenia kresu wszelkiej dyskryminacji oraz zagwarantowania wolności jednostki i równości obywateli wobec prawa. Opowiadamy się za wolnością i bezpieczeństwem Iranu" - głosi opublikowane w sieci oświadczenie Rezy Pahlaviego, syna ostatniego szacha Iranu - Mohammada Rezy Pahlaviego i następcy tronu.

Zdecydowana odpowiedź Iranu

W czwartek, cytowany przez agencję Tasnim generał brygady Abolfazl Shekarchi, rzecznik irańskich sił zbrojnych, określił ostatnie wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa jako "bezpodstawne przechwałki oderwane od rzeczywistości". Ostrzegł, że wszelkie "nierozważne działania" Stanów Zjednoczonych mogą wywołać reakcję Iranu, "jakiej Amerykanie nigdy wcześniej nie doświadczyli".

Shekarchi podkreślił, że irańskie siły pozostają w stanie najwyższej gotowości i uważnie monitorują wszelką aktywność wojskową USA oraz ich sojuszników w regionie, w tym Izraela. Dodał, że obecność wojskowa USA w Azji Zachodniej to "wojna psychologiczna, szantaż i zastraszanie".

Rzecznik dodał, że jeśli amerykańscy decydenci "byliby mądrzy i racjonalni" oraz w pełni rozumieli "prawdziwe możliwości militarne Iranu", powstrzymaliby się od rozważania wojny.

W piątek do Waszyngtonu przybył minister spraw zagranicznych Omanu, Badr al-Busaidi, który pełni rolę głównego mediatora między USA a Iranem. Według źródeł Axiosa, spotka się on z wiceprezydentem Stanów Zjednoczonych, aby omówić dalsze kroki w sprawie kryzysu.