W piątek Andrzej Bargiel, polski narciarz ekstremalny, powinien dotrzeć do bazy pod Pikiem Korżeniewskiej (7105 m n.p.m.) i Pikiem Komunizma (7495 m n.p.m.) w Tadżykistanie. Po problemach z przekroczeniem kirgisko-tadżyckiej granicy ekipa zakopiańczyka czeka teraz na śmigłowiec, który ma wystartować jutro rano. Jak mówi Bargiel w rozmowie z Bartoszem Styrną, plan jest taki, by już w sobotę zaatakować Pik Korżeniewskiej, kolejny z pięciu 7-tysięczników byłego Związku Radzieckiego, które nasz skialpinista chce zdobyć w tym sezonie, bijąc jednocześnie aż trzy rekordy. Z Andrzejem udało nam się połączyć przez telefon satelitarny.

W piątek Andrzej Bargiel, polski narciarz ekstremalny, powinien dotrzeć do bazy pod Pikiem Korżeniewskiej (7105 m n.p.m.) i Pikiem Komunizma (7495 m n.p.m.) w Tadżykistanie. Po problemach z przekroczeniem kirgisko-tadżyckiej granicy ekipa zakopiańczyka czeka teraz na śmigłowiec, który ma wystartować jutro rano. Jak mówi Bargiel w rozmowie z Bartoszem Styrną, plan jest taki, by już w sobotę zaatakować Pik Korżeniewskiej, kolejny z pięciu 7-tysięczników byłego Związku Radzieckiego, które nasz skialpinista chce zdobyć w tym sezonie, bijąc jednocześnie aż trzy rekordy. Z Andrzejem udało nam się połączyć przez telefon satelitarny.
Andrzej Bargiel walczy o Śnieżną Panterę /fot. Marcin Kin Photography /

Bartosz Styrna: Gdzie jesteście w tej chwili i jakie są najbliższe plany?

Andrzej Bargiel: Mieliśmy kłopot, nie chcieli przepuścić nas przez granicę (kirgisko-tadżycką - przep. red.), taką "niemiędzynarodową", co mieliśmy mieć załatwione. Okazało się jednak, że strona kirgiska nie dopełniła formalności. Musieliśmy trzy dni podróżować samochodami dookoła. Teraz jest problem z tym, że śmigłowiec różnie lata, bo wieje bądź jest zła pogoda. Mieliśmy wylecieć wczoraj, potem dzisiaj, teraz skończyło się na tym, że mamy polecieć jutro rano. Mam nadzieję, że jutro uda nam się dolecieć do bazy. Taki mamy plan. Nie za bardzo mamy wpływ na to, co dzieje się tutaj wokół. Jesteśmy uzależnieni. Problem jest taki, że nie ma innej drogi. Trzeba czekać na śmigłowiec.

Po przybyciu do bazy od razu będziesz ruszał w górę?

Potrzebuję jednego dnia, żeby się tam zorganizować. Kolejnego dnia wyjdę już do góry. Takie są plany.

Będziesz zakładał jakieś obozy po drodze, czy to już będzie wyjście bezpośrednio na szczyt?

Myślę, że to będzie wyjście bezpośrednio na szczyt. Wyjdę pewnie około 4:00 nad ranem i będę próbował jak najszybciej wejść. Później - mam nadzieję - będzie kilka dni przerwy i kolejny szczyt, bo mamy tutaj dwa szczyty do zrobienia z tej samej bazy (Pik Korżeniewskiej i Pik Komunizma - przyp. red.).

Czyli jutro, jeśli pogoda pozwoli, lecicie do bazy i teoretycznie w sobotę spróbujesz wejść?

Tak, dokładnie tak.

Sukces na Piku Lenina

W sobotę nad ranem Bargiel zdobył pierwszy szczyt w drodze po Śnieżną Panterę - Pik Lenina (7134 m n.p.m.). Podejście było ciężkie, bo strasznie wiało, było potwornie zimno, minus 18 stopni, ale później w nagrodę udało mi się zjechać północną ścianą. To było bardzo fajne, 3000 metrów przewyższenia - relacjonował w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Bartoszem Styrną. Teraz mamy jeszcze cztery szczyty, które będą zdecydowanie trudniejsze, więc kawał roboty przed nami - dodawał.

Trzy rekordy

Podczas ekspedycji Andrzej Bargiel zamierza pobić aż trzy rekordy. Chce najszybciej w historii skompletować wejścia na wszystkie pięć szczytów, poprawiając wyczyn Denisa Urubko z 1999 roku, któremu ta sztuka udała się w 42 dni.

Ponadto zakopiańczyk na wszystkie wierzchołki chce wejść w czasie poniżej 24 godzin, a z dwóch z nich - Chan Tengri (7010 m n.p.m.) i Piku Pobiedy (7439 m n.p.m.) - po raz pierwszy w historii chce dokonać pełnego zjazdu na nartach.

Postępy wyprawy Andrzeja Bargiela na bieżąco możecie śledzić w Faktach RMF FM, a także na RMF24.pl. Zakopiańczykowi towarzyszy także ekipa Canal+ Discovery. Jesienią na antenie stacji zobaczyć będzie można 8-odcinkowy film z ekspedycji.