Już 12 lutego Polacy po raz kolejny oddadzą się narodowemu świętowaniu Tłustego Czwartku. Pączki, faworki i... mity o spalaniu kalorii. Czy naprawdę musimy „odpracowywać” każdy kęs? Eksperci rozwiewają wątpliwości i podpowiadają, jak podejść do słodkiego święta z głową.

  • W Tłusty Czwartek Polacy zjadają aż 88 milionów pączków.
  • Popularne przeliczniki "30 minut biegu za pączka" są mylące.
  • Najlepsza strategia po pączku? Krótki spacer, umiarkowany ruch i powrót do rutyny.
  • Po Tłustym Czwartku nie trzeba stosować detoksu - organizm sam się zregeneruje.

Tłusty Czwartek - historia i liczby, które robią wrażenie

Tłusty Czwartek to jeden z najbardziej wyczekiwanych dni w polskim kalendarzu. Tradycja sięga czasów pogańskich, gdy świętowano odejście zimy i nadejście wiosny, a stoły uginały się pod ciężarem tłustych potraw. Wtedy jednak pączki były zupełnie inne niż dziś - przygotowywane z ciasta chlebowego i nadziewane słoniną.

Wersja słodka pojawiła się w Polsce około XVI wieku. W środku pączka ukrywano orzech lub migdał - "ten, kto natrafił na takiego pączka, to - zgodnie z przesądem - miał się cieszyć dostatkiem, szczęściem i powodzeniem".

Dziś Tłusty Czwartek to prawdziwe święto łasuchów. Jak wynika z badań Opinia24 dla Too Good To Go, aż 95 proc. Polaków w wieku 18-65 lat sięga tego dnia po pączki. W ciągu jednego dnia zjadamy ich aż 88 milionów! 54 proc. badanych deklaruje, że zjada od trzech do pięciu pączków, 28 proc. - dwa, a 8 proc. nawet od sześciu do dziewięciu. Tylko 7 proc. poprzestaje na jednym.

Mity o "odpracowywaniu" pączków - naukowcy ostrzegają

Wraz z tłustym świętowaniem powraca temat kalorii i prób ich "spalania". Popularne przeliczniki - "30 minut biegu za pączka" - są jednak mocno mylące.

Naukowcy ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego tłumaczą, że planowany trening to zaledwie 5-10 proc. dziennego wydatku energetycznego. Najwięcej energii spalamy dzięki podstawowej przemianie materii (60-75 proc.), spontanicznej aktywności (15-30 proc.) i efektowi termicznemu pożywienia (ok. 10 proc.). "Próba zrównoważenia nadwyżki kalorycznej wyłącznie poprzez trening ignoruje fizjologię" - podkreślają badacze.

Co więcej, urządzenia monitorujące aktywność często zawyżają wydatek energetyczny, a intensywny wysiłek w celu "spalenia" słodyczy może skutkować nieświadomym ograniczeniem ruchu w ciągu dnia.

Jak podejść do Tłustego Czwartku z głową?

Średni pączek (ok. 80 g) to 250-400 kcal, sporo cukrów i tłuszczów, mało błonnika. Takie połączenie powoduje szybki wzrost glukozy i insuliny, co czasowo hamuje spalanie tłuszczu. Eksperci radzą, by nie skupiać się na "spalaniu", lecz na ogólnym bilansie tygodnia i umiarkowanej aktywności.

Zamiast kompensacyjnego treningu cardio, naukowcy rekomendują krótki spacer po posiłku - 15-30 minut energicznego marszu może skutecznie obniżyć poposiłkowy wzrost glukozy. Pomocny jest także trening oporowy i zwiększenie codziennej aktywności typu NEAT (np. chodzenie po schodach).

Ważny jest również aspekt psychologiczny. "Traktowanie ruchu jako formy pokuty za jedzenie może sprzyjać rozwojowi zachowań kompensacyjnych i utrwalać poczucie winy" - ostrzegają eksperci.

Tłusty Czwartek: Jeden dzień nie zrujnuje formy

Kluczowe przesłanie naukowców: o przyroście tkanki tłuszczowej decyduje przewlekła nadwyżka energii, nie pojedynczy dzień. Dodatkowe 1000 kcal jednorazowo podnosi tygodniową średnią w umiarkowanym stopniu i - jeśli nie jest regułą - organizm sam sobie z tym poradzi.

Po Tłustym Czwartku nie trzeba stosować "detoksu". Wystarczy wrócić do rutyny: pić wodę, jeść posiłki bogate w białko i błonnik, ruszać się umiarkowanie i nie wprowadzać drastycznych restrykcji. Przejściowy wzrost masy ciała to głównie efekt retencji wody i zwykle ustępuje w kilka dni.

"Organizm jest systemem adaptacyjnym, a nie kalkulatorem kalorii. Długofalowe nawyki mają większe znaczenie niż jeden dzień kulinarnych odstępstw" - podsumowują naukowcy Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.