Prokuratura Regionalna w Lublinie przedstawiła zarzuty Adamowi Andruszkiewiczowi, obecnemu zastępcy szefa Kancelarii Prezydenta RP. Sprawa dotyczy wydarzeń sprzed ponad dekady, a konkretnie wyborów samorządowych do sejmiku województwa podlaskiego w 2014 roku. Według śledczych, Andruszkiewicz miał kierować procederem podrabiania list poparcia kandydatów Ruchu Narodowego. Sam zainteresowany stanowczo odpiera zarzuty, nazywając je „wyssaną z palca bajeczką”.

  • Zastępca szefa KPRP Adam Andruszkiewicz usłyszał dziś zarzuty.
  • Sprawa dotyczy śledztwa ws. fałszowania podpisów pod listami wyborczymi z 2014 r. 
  • Więcej informacji na ten temat przeczytasz w tym artykule!
  • Chcesz być na bieżąco? Wejdź na stronę główną RMF24.pl.

Zarzuty po 12 latach śledztwa

Jak poinformowała rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Lublinie, prok. Beata Syk-Jankowska, Adam Andruszkiewicz został przesłuchany w charakterze podejrzanego. "Adam A. nie przyznał się do dokonania zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśnienia, treści których nie ujawniamy" - przekazała w oficjalnym komunikacie.

Według ustaleń prokuratury, Andruszkiewicz, będąc wówczas liderem Młodzieży Wszechpolskiej, miał kierować podrobieniem przez inne osoby list poparcia kandydatów zgłaszanych przez Komitet Wyborczy Ruch Narodowy w okręgu wyborczym nr 3. Śledczy zarzucają mu również bezprawne przetwarzanie danych osobowych osób widniejących na tych listach.

Cały proceder miał mieć miejsce w Białymstoku, w okresie od 1 września do 6 października 2014 roku. W opinii prokuratury, doszło do nadużycia w sporządzaniu list z podpisami poparcia kandydatów w wyborach samorządowych, które odbyły się 16 listopada 2014 roku.

Śledczy wzięli pod lupę 1761 podpisów na listach wyborczych, z czego 501 mogło być poddanych badaniom komparatystycznym. Materiał dowodowy był przez biegłych porównywany z materiałem kreślonym przez potencjalnych sprawców przestępstwa celem ustalenia, kto nakreślił dany podpis - wyjaśniła Syk-Jankowska.

W trakcie postępowania przesłuchano 1596 świadków oraz wywołano 59 opinii biegłych z zakresu badania pisma ręcznego. Status podejrzanego miało 9 osób.

Jeden z podejrzanych w sprawie - jak przekazała rzecznik Prokuratury Regionalnej w Lublinie - przez całe postępowanie wskazywał na udział Adama Andruszkiewicza w procederze podrabiania podpisów. Konsekwentnie, wielokrotnie przesłuchiwany, również w trakcie bezpośredniej konfrontacji z Adamem A., potwierdził swoje stanowisko w zakresie roli i udziału Adama A. w przestępczym procederze - wskazała Syk-Jankowska.

Za zarzucane Andruszkiewiczowi czyny grozi do 5 lat więzienia.

Andruszkiewicz: To polityczna pałka

Adam Andruszkiewicz nie pozostawił sprawy bez komentarza. Po wizycie w prokuraturze zabrał głos na portalu X, gdzie stanowczo odrzucił stawiane mu zarzuty. "12 lat szczegółowego śledztwa, kilkanaście opinii grafologicznych i wbrew oszczerstwom medialnym - zarzutów o fałszowanie podpisów brak. Mówiłem!" - napisał polityk.

Jego zdaniem, cała sprawa ma podłoże polityczne. "Na potrzeby polityczne uznano, że jakiś zarzut musi być" - twierdzi Andruszkiewicz, podkreślając, że zarzucono mu, iż rzekomo "kazał to zrobić". "Otóż nic nikomu nie kazałem, a ten zarzut to wyssana z palca bajeczka użyta dziś jako polityczna pałka. Obalę tę kłamliwą tezę podobnie jak tę, że niby osobiście fałszowałem podpisy" - zapowiedział we wpisie.

Sprawa ma swoje korzenie w 2014 roku. Wówczas, podczas wyborów samorządowych, Komitet Wyborczy Ruch Narodowy zgłaszał kandydatów do sejmiku województwa podlaskiego. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, konieczne było zebranie odpowiedniej liczby podpisów poparcia. Prokuratura twierdzi, że część tych podpisów została podrobiona, a za procederem miał stać właśnie Andruszkiewicz.