Edward Linde-Lubaszenko zmarł w niedzielę w wieku 86 lat. "Jeśli ktoś się nim zainteresował i w czymś go widział, Edward zupełnie się oddawał, był gotowy na wchodzenie w nieznane" - tak w rozmowie z PAP wspominał go aktor Tomasz Schuchardt. "Grał szalenie oszczędnie, ascetycznie. Z perspektywy ta jego metoda gry sprawdziła się" - zauważył scenarzysta i reżyser Andrzej Titkow.

Edward Linde-Lubaszenko we wspomnieniach Tomasza Schuchardta

Edward Linde-Lubaszenko zagrał w ponad 70 filmach, ok. 110 przedstawieniach teatralnych i ponad 80 spektaklach teatru telewizji.

Tomasz Schuchardt był jego uczniem w Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie. W rozmowie z PAP określił swojego nauczyciela jako "aktora nienachalnego, w którym była po prostu prawda".

Uczył nas, że przygotowując się do roli, na samym początku mamy dotrzeć do samej treści tekstu. A kiedy do niej dotrzemy, dotrzemy też do widza. Pierwszą granicą do przełamania było zrozumienie: zarówno tekstu, jak i tego, dlaczego chce się coś komuś powiedzieć - wspominał.

 Schuchardt zwrócił też uwagę, że jedna z cech Lubaszenki szczególnie widoczna była na deskach Teatru Nowego Proxima w Krakowie.

Teatr Nowy charakteryzuje się odważnymi propozycjami, ale Edward nigdy nie mówił "nie". Bardzo wielu aktorów z jego pozycją i wiekiem absolutnie nie chciałoby się w te propozycje angażować, ale on, mam wrażenie, nigdy nie oceniał. Jeśli ktoś się nim zainteresował i w czymś go widział, Edward zupełnie się oddawał, był gotowy na wchodzenie w nieznane - powiedział aktor.

Mnie, poza samą sztuką, uczył też tego, że fajnie być człowiekiem z poczuciem humoru i błyskotliwym - wspominał Schuchardt.

"Grał oszczędnie, ascetycznie"

W latach 70. Edward Linde-Lubaszenko zagrał główną rolę dr Romana Bognara w serialu Andrzeja Titkowa "Układ krążenia". Był wówczas aktorem znanym lokalnie. Rola ta to początek jego ogólnopolskiej kariery - powiedział PAP Titkow.

Nie znałem go wcześniej osobiście, ale zachwycił mnie swoimi rolami w sztuce "Paternoster" Helmuta Kajzara w reżyserii Jerzego Jarockiego w teatrze we Wrocławiu i w filmie "Ktokolwiek wie..." Kazimierza Kutza. Bardzo chciałem, by zagrał tę rolę, nie wyobrażałem sobie by mógł ją zagrać ktoś inny. Uparłem się wręcz na niego, bo Janusz Gazda, który kierował wtedy redakcją w telewizji kontestował ten wybór i w roli głównej widział Krzysztofa Chamca. Byłem uparty i udało się - wspominał reżyser.

Linde-Lubaszenko był wtedy aktorem Teatru Starego. Dyrektor Jan Paweł Gawlik nie chciał go urlopować, dlatego codziennie dojeżdżał na plan do Warszawy, a po kilku godzinach pracy wracał do Krakowa i wieczorem występował na scenie. Był bardzo zdyscyplinowany na planie, a w chwilach wolnych kładł się i spał po 15-20 minut. Praca nad serialem trwała wiele dni, a Edward był w nim aktorem idealnym - powiedział Titkow.

Niedawno po latach obejrzałem "Układ krążenia". Zobaczyłem, jak on fantastycznie w nim grał. Grał szalenie oszczędnie, ascetycznie. Z perspektywy ta jego metoda gry sprawdziła się, nadal świetnie się go ogląda - podsumował.

Anna Polony: Znakomicie radził sobie na scenie

Wieloletnia aktorka Starego Teatru w Krakowie Anna Polony podkreśliła w rozmowie z PAP, że bardzo szanowała aktorstwo Linde-Lubaszenki i dobrze się z nim współpracowało. Jej zdaniem "był świetnym aktorem, miał intuicję aktorską, znakomicie radził sobie na scenie, mimo że nie ukończył aktorstwa, natomiast skończył studia reżyserskie, ale z dyplomu reżyserskiego nie korzystał".

Linde-Lubaszenko od 1973 r. związany był ze Starym Teatrem w Krakowie.