Gdy kot wszedł do domu, od razu skierował swe kroki tam, gdzie zawsze stały jego miski, a następnie położył się na swojej ulubionej kanapie. Szczęśliwa właścicielka opowiedziała o powrocie swego ulubieńca gazecie z Florencji zapewniając, że jest przekonana, że jest to jej zaginione zwierzę.
Na łamach tego samego dziennika zoolog Francesco Dessi Fulgheri z uniwersytetu we Florencji wyjaśnił, że tak mocne przywiązanie do domu jest typowe dla kotów-samców. Według naukowca należy postawić tezę, że kot w ciągu półtora roku zatrzymywał się na jakiś czas u kolejnych ludzi, którzy go dokarmiali, a następnie znów ruszał w drogę.
Niestety, Ogghy nie wytrzymał trudów długiej wyprawy. W środę wieczorem, kilkanaście godzin po ukazaniu się artykułu o nim, jego właścicielka poinformowała, że kot nie żyje. Tak się cieszyłam z jego powrotu. To była pierwsza piękna rzecz w tym roku - powiedziała kobieta.
(mn)