Matt Clark nie żyje. Amerykański aktor, znany z ról w takich filmach jak "Sędzia z Teksasu", "Kowboje", "Wyjęty spod prawa Josey Wales" czy "Powrót do przeszłości III", zmarł w wieku 89 lat w swoim domu w Austin w Teksasie - poinformowała jego córka, producentka Amiee Clark. Przyczyną śmierci były powikłania po operacji kręgosłupa. "Był typem aktora, który zdefiniował hollywoodzkie kino w jego najlepszej erze" - przekazał w oświadczeniu Gary Rosen, reżyser filmu "Hacks".

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Matt Clark nie żyje. Amerykański aktor zmarł po operacji kręgosłupa

Matt Clark nie żyje. Aktor zdobył popularność dzięki rolom w takich produkcjach jak "Sędzia z Teksasu", "Kowboje", "Wyjęty spod prawa Josey Wales", "Powrót do przeszłości III", "Grace w opałach", "Przygody Buckaroo Banzai. Przez ósmy wymiar". Grał w licznych westernach, zarówno kinowych, jak i telewizyjnych, współpracując z największymi gwiazdami Hollywood, m.in. z Clintem Eastwoodem i Johnem Waynem.

Wystąpił u boku Roberta Redforda w filmach Sydneya Pollacka: "Jeremiah Johnson" i "Więzień Brubaker", w tym drugim tworząc jedną z najsłynniejszych swoich ról - postać Roya Purcella, byłego urzędnika dozorcy. 

Matt Clark nie żyje. Rodzina żegna aktora

Zagrał także w takich filmach jak "Bonanza", "Kung Fu" czy "Dynastia". Jego bliscy podkreślają, że cenił swój zawód, ale nie zabiegał o sławę. Szanował ludzi dobrych i oddanych rodzinie, uważał się za szczęściarza i "odszedł, tak jak żył - na własnych warunkach".

"Sam zbudował swój dom. Najbliższe przyjaźnie pielęgnował przez sześćdziesiąt lat. Zawsze stawiał się do pracy i miał czas dla bliskich. Był skomplikowany. Twardy. Potrafił być szorstki. Ale jego moralny kompas nigdy nie zawiódł, a miłość nie budziła wątpliwości. Można to było dostrzec - w jego oczach, w rolach, w rodzinie, którą kochał trzymać razem. Przeżył swoje życie. I żyje, na zawsze" - napisała rodzina w oświadczeniu przesłanym "Hollywood Reporter".

Jak sam wspominał w wywiadzie z 1991 roku, uwielbiał westerny i "od dziecka chciał założyć ostrogi, które brzęczą, gdy chodzisz".

Matt Clark "zdefiniował hollywoodzkie kino"

Był typem aktora, który zdefiniował hollywoodzkie kino w jego najlepszej erze - przekazał w oświadczeniu Gary Rosen, reżyser filmu "Hacks". Wyjątkowy aktor, który sprawił, że każda scena, w której wystąpił, była niezapomniana. Często kradł show takim gwiazdom jak Rod Steiger, Robert Redford, Clint Eastwood i John Wayne.

Reżyser Brian Helgeland wspomina, że kiedy pracował nad filmem "42 - prawdziwa historia amerykańskiej legendy", Matt Clark miał już na koncie role w 120 różnych produkcjach z początku lat 60. I to było czuć.

Dostałem artystę, który nie tylko doskonale rozumiał swoją rolę, ale także scenę, w której się pojawiał - jej miejsce w ogólnym planie filmu. Dostałem utalentowanego aktora, który z wielkim zapałem improwizował i idealnie wcielał się w rolę, dopóki kamery były włączone. Krótko mówiąc, dostałem autentycznego aktora. I miałem szczęście, że go miałem - podkreślił Helgeland.

Aktor pozostawił pogrążonych w żałobie córkę Amiee Clark (producentkę), trzecią żonę Sharon, którą poślubił w styczniu 2000 roku, synów Matthiasa Clarka (muzyka), Jasona Clarka (producenta serialu "Ted") i Setha Clarka (montażystę filmowego), a także wnuków i prawnuków.