Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej zarzuca Nawalnemu spowodowanie strat materialnych w jednej ze spółek w obwodzie kirowskim. Według śledczych w 2009 roku, Nawalny, jako doradca jednego z gubernatorów nakłonił dyrekcję przedsiębiorstwa przemysłu drzewnego do podpisania niekorzystnego kontraktu. Miał tym spowodować straty w wysokości 16 mln rubli (około 518 tys. dolarów). Opozycjonista nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że oskarżenia pod jego adresem są sfabrykowane, a sam proces - polityczny. Zdaniem Nawalnego wymiar sprawiedliwości działa na zlecenie prezydenta Władimira Putina. Dzisiejsze posiedzenie trwało niecałą godzinę. Sędzia odroczył rozprawę do 24 kwietnia, żeby nowy adwokat Nawalnego mógł się zapoznać z materiałami ze śledztwa.
Na początku kwietnia Nawalny rzucił wyzwanie Putinowi, deklarując w wywiadzie dla jednej z telewizji, że chciałby zostać prezydentem. Chcę zmienić życie w tym kraju, chcę zmienić system rządów. Chcę sprawić, by 140 milionów ludzi w kraju, gdzie ropa i gaz wytryskują z ziemi, nie żyło w biedzie, lecz w normalnym państwie, tak jak w Europie - powiedział. Głośno o Nawalnym stało się w 2010 roku, gdy w jednym z wywiadów określił putinowską Jedną Rosję mianem "partii złodziei i oszustów". Jeśli wstąpiłeś do Jednej Rosji, to jednak jesteś złodziejem. A jeśli nie złodziejem, to co najmniej oszustem, gdyż swoim nazwiskiem osłaniasz pozostałych złodziei i oszustów - powiedział w rozmowie z pismem "Esquire".