Nowe informacje w sprawie groźnego incydentu, który miał miejsce w miniony weekend w Norwegii. Jeden z trzech braci zatrzymanych po niedzielnej eksplozji przy ambasadzie USA w Oslo przyznał się do podłożenia ładunku wybuchowego - potwierdziła w czwartek norweska policja. Dwaj pozostali odrzucili zarzuty współudziału w przygotowaniu i przeprowadzeniu zamachu.
- Więcej aktualnych informacji z kraju i ze Świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
W środę wieczorem adwokat jednego z podejrzanych przekazał agencji NTB, że jego klient przyznał się do umieszczenia bomby przy wejściu do budynku ambasady. Prawnik zaznaczył przy tym, że zamiarem zatrzymanego miało być uszkodzenie mienia, ale nie skrzywdzenie ludzi.
Zatrzymani w środę po południu to bracia w wieku około 20 lat, mieszkający w Oslo obywatele Norwegii irackiego pochodzenia. Wszyscy usłyszeli zarzut użycia ładunku wybuchowego w celu zabicia ludzi lub spowodowania poważnych zniszczeń. Za taki czyn grozi w Norwegii do 21 lat więzienia.
Do eksplozji przy wejściu do wydziału konsularnego ambasady USA w Oslo doszło w nocy z soboty na niedzielę. Wybuch spowodował szkody, ale nikt nie odniósł obrażeń. Ambasador Iranu w Norwegii Alireza Dżahangiri we wtorkowej rozmowie z dziennikiem "VG" odrzucił sugestie o ewentualnym związku Iranu z atakiem.
Śledczy badają motyw zamachu oraz ewentualne powiązania z przestępczością zorganizowaną. Szwedzka telewizja SVT podała, że służby sprawdzają możliwy związek ze szwedzką siecią przestępczą Foxtrot. Jej członkowie przeprowadzili wiele zamachów bombowych, w tym na ambasadę Izraela w Kopenhadze w październiku 2024 roku. Foxtrot ma też stać za serią eksplozji w centrum Oslo pod koniec 2025 roku.
W corocznej ocenie bezpieczeństwa kraju norweski kontrwywiad PST zwrócił uwagę na ryzyko wykorzystywania przez wrogie państwa lokalnych grup przestępczych do przeprowadzania zamachów na terenie Norwegii.


