Norwescy ratownicy zakończyli w niedzielę poszukiwania marynarza, który po południu w trakcie sztormu "Dave" wypadł za burtę tankowca na Morzu Północnym. Mężczyzny nie udało się odnaleźć. Uznano, że nie ma już szans na odnalezienie go żywego.
Do zdarzenia doszło na statku płynącym z jednego z norweskich terminali naftowych do portu na Litwie. Sygnał "mayday" nadano po tym, jak członek załogi tankowca wpadł do morza. Według informacji przekazanych przez służby ratunkowe nie miał na sobie kamizelki ratunkowej.
W akcję zaangażowano dwa śmigłowce, do których dołączyły przepływające w okolicy statki. Decyzję o zakończeniu poszukiwań podjęto, uznając, że nie ma już szans na odnalezienie mężczyzny żywego.
Akcja ratunkowa prowadzona była w bardzo trudnych warunkach. Wiatr przekraczał prędkość 100 km/h, a fale sięgały ponad 12 metrów wysokości. Temperatura wody nie przekraczała 6 st. C.
Sztorm "Dave" uderzył w południową Norwegię w niedzielę przed południem, powodując liczne zakłócenia. Około 10 tys. gospodarstw domowych zostało pozbawionych prądu, w na południu kraju ogłoszono czerwony alert pogodowy. Armatorzy odwołali niedzielne połączenia promowe między Norwegią a Danią.


