Po Wenezueli przyjdzie czas na Grenlandię? Prezydent Donald Trump oraz jego administracja intensywnie rozważają nabycie tej strategicznej wyspy od Danii. W tle pojawiają się jednak niepokojące sygnały – Biały Dom nie wyklucza użycia siły, jeśli negocjacje nie przyniosą oczekiwanych rezultatów, z kolei sekretarz stanu USA Marco Rubio powiedział, że ostatnie wypowiedzi prezydenta i osób z jego otoczenia nie oznaczają chęci inwazji.
- Więcej informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
W poniedziałek, podczas zamkniętego spotkania z kierownictwem Kongresu, sekretarz stanu USA Marco Rubio starał się tonować nastroje. Jak podaje "Wall Street Journal", Rubio wyraźnie zaznaczył, że ostatnie wypowiedzi prezydenta Trumpa i jego współpracowników nie oznaczają chęci inwazji na Grenlandię. "Celem Białego Domu jest nabycie wyspy" - miał podkreślić Rubio, uspokajając kongresmenów zaniepokojonych rosnącą retoryką wokół Arktyki.
Z kolei według "New York Times", Rubio przekazał, że Trump "planuje raczej kupić Grenlandię, niż ją najechać". Prezydent miał poprosić swoich doradców o przygotowanie nowego planu pozyskania tego terytorium.
Atmosferę wokół Grenlandii podgrzała jeszcze bardziej wtorkowa wypowiedź rzeczniczki Białego Domu, Karoline Leavitt. Prezydent Trump dał jasno do zrozumienia, że pozyskanie Grenlandii jest priorytetem bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych i jest kluczowe dla odstraszenia naszych przeciwników w regionie Arktyki - przekazała.
Prezydent i jego zespół omawiają szereg opcji dotyczących sposobu realizacji tego ważnego celu polityki zagranicznej, a wykorzystanie sił zbrojnych USA jest oczywiście zawsze opcją, którą dowódca ma do dyspozycji - dodała Leavitt.
Grenlandia, największa wyspa świata, od lat znajduje się w centrum zainteresowania mocarstw. Jej strategiczne położenie w Arktyce oraz bogactwa naturalne sprawiają, że jest kluczowa zarówno z punktu widzenia wojskowego, jak i gospodarczego. W ostatnich latach region ten staje się areną rywalizacji nie tylko Stanów Zjednoczonych, ale także Rosji i Chin, które coraz śmielej inwestują w infrastrukturę arktyczną.
Dla USA kontrola nad Grenlandią oznaczałaby nie tylko wzmocnienie pozycji w regionie, ale także możliwość monitorowania ruchów potencjalnych przeciwników oraz dostęp do cennych surowców.
Plany administracji Trumpa wywołały natychmiastową reakcję w Europie. Duńscy politycy podkreślają, że Grenlandia nie jest na sprzedaż, a wszelkie próby nacisku spotkają się ze zdecydowanym sprzeciwem. Europejscy sojusznicy USA również wyrażają zaniepokojenie możliwością eskalacji napięć w regionie Arktyki.


