Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Cortinie miały być świętem sportu, rywalizacji i niezapomnianych emocji na śniegu. Tymczasem już w pierwszych dniach imprezy temperatura w wiosce olimpijskiej wystrzeliła w górę – i to nie za sprawą rekordowych wyników na stokach, lecz… niespodziewanego braku prezerwatyw. Jak informuje włoski portal La Stampa, w ciągu 72 godzin rozeszło się 10 tys. sztuk.

Zapasy darmowych prezerwatyw, które miały wystarczyć sportowcom na cały okres igrzysk, zostały wyczerpane w zaledwie trzy dni. Organizatorzy przewidzieli 10 tysięcy sztuk, co - jak się okazało - było kroplą w morzu potrzeb. Dla porównania, podczas letnich igrzysk w Paryżu dwa lata temu rozdano aż 300 tysięcy prezerwatyw, co dawało średnio dwie sztuki dziennie na każdego sportowca.

Choć za oknami olimpijskich apartamentów śnieg i mróz, w środku atmosfera jest raczej gorąca. Prezerwatywy rozeszły się w trzy dni. Obiecano nam kolejne dostawy, ale nie wiadomo, kiedy dotrą. Tymczasem trzeba sobie radzić - powiedział anonimowo jeden ze sportowców w rozmowie z portalem.

Tradycja, która łączy pokolenia olimpijczyków

Rozdawanie prezerwatyw w wioskach olimpijskich to tradycja, która sięga już kilku dekad. Wszystko w trosce o zdrowie i bezpieczeństwo uczestników igrzysk. Zdrowie przede wszystkim: profilaktyka i rozsądek - podkreślał Attilio Fontana, gubernator Lombardii, który zadbał o to, by na opakowaniach prezerwatyw rozdawanych w wiosce w Mediolanie znalazło się logo regionu.

Inicjatywa spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem sportowców - co potwierdza tempo, w jakim zniknęły zapasy.

Tym razem jednak organizatorzy zimowych igrzysk w Cortinie nie przewidzieli, jak duże będzie zapotrzebowanie. 10 tysięcy prezerwatyw to liczba, która - jak się okazało - nie wystarczyła nawet na początek sportowej rywalizacji.