Fala krytyki spadła na niemieckie koncerny energetyczne po weekendowej awarii, która na kilkadziesiąt minut pozbawiła prądu 10 mln ludzi w Niemczech, Belgii i Francji. Dopiero po 12 godzinach wyjaśniono, że zawiodła technika.

To nie pierwsza tego typu awaria, bo system energetyczny jest mocno przestarzały. Zimą w Północnej Nadrenii-Westfalii na jednej z linii przesyłowych pod wiązarem śniegu połamały się słupy. W efekcie prądu nie było w kilkudziesięciu tysiącach gospodarstw domowych. Dlatego politycy chcą zmusić koncerny do poważnych inwestycji

Przepływający rzeką Ems w południowo-zachodnich Niemczech potężny żaglowiec może mieć związek z wczorajszą awarią, która pozbawiła prądu miliony Europejczyków. Dla dużych statków zbyt ryzykowne jest przepływanie pod linią wysokiego napięcia, dlatego ją wyłączono - wyjaśnił rzecznik stoczni w... czytaj więcej

Lepszej koordynacji europejskich sieci energetycznych domaga się Francja. Paradoksalnie, gdy ponad 5 mln Francuzów pozbawionych zostało prądu, kraj ten dysponował nadmiarem energii elektrycznej. Sieci energetyczne krajów UE są bowiem ze sobą połączone.

Francja, pewna, że dostaw prądu z Niemiec, nadmiar swojej energii eksportowała do Belgii i Wielkiej Brytanii. Kiedy okazało się, że jest problem z niemieckimi linia przesyłowymi, trzeba było nagle wstrzymać eksport. I zabrakło ok. godziny. By uniknąć tego typu sytuacji, Francuzi domagają się stworzenia europejskiego centrum koordynacji transportu elektryczności.