Amerykańska waluta znalazła się pod silną presją, a jej wartość spadła już o ponad 10 procent od powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu. Takie wnioski płyną z najnowszej analizy opublikowanej przez "Washington Post". W centrum uwagi znalazł się nie tylko styl rządzenia prezydenta, ale także seria nieprzewidywalnych decyzji, które wywołały prawdziwą burzę na rynkach finansowych.
- Dolar amerykański traci na wartości i prestiżu na rynkach światowych.
- Nieprzewidywalne decyzje Donalda Trumpa dotyczące ceł, sankcji i działań wojskowych wywołują niepewność wśród inwestorów.
- W ostatnim roku giełdy w Brazylii, Londynie, Tokio i Hongkongu radziły sobie lepiej niż Wall Street.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Jeszcze niedawno amerykański dolar był synonimem stabilności i globalnym symbolem zaufania. Dziś jednak sytuacja zmienia się w zawrotnym tempie. "Dolar nie jest już ‘jedyną oczywistą opcją’" - alarmuje "Washington Post". Zagraniczni inwestorzy, którzy przez lata chętnie lokowali kapitał w USA, zaczynają coraz ostrożniej podchodzić do amerykańskiego rynku.
Wszystko za sprawą nieprzewidywalności działań Donalda Trumpa. Nagłe decyzje dotyczące ceł, sankcji czy operacji wojskowych wywołują nerwowość i niepewność. Istnieje instynktowna niechęć do takiego chaosu politycznego - mówi cytowany przez dziennik Robin Brooks z Brookings Institution. Ekspert nie ma złudzeń: jeśli obecny trend się utrzyma, dolar może stracić kolejne 10 procent.
Ostatni kryzys dyplomatyczny wokół Grenlandii jedynie przyspieszył spadek wartości dolara. W ślad za politycznym zamieszaniem poszła reakcja rynków: inwestorzy zaczęli masowo wycofywać się z amerykańskiej waluty, szukając bezpiecznych przystani. Symbolicznym wskaźnikiem utraty zaufania stał się gwałtowny wzrost cen złota - aż o 80 procent w ciągu roku.
Donald Trump nie ustaje w naciskach na Rezerwę Federalną, by ta obniżyła stopy procentowe znacznie poniżej obecnego poziomu, czyli 3,75 procent. Prezydent otwarcie twierdzi, że "USA powinny mieć najniższe stopy procentowe na świecie". Jednak niższe stopy to słabszy dolar - inwestorzy przenoszą kapitał tam, gdzie mogą liczyć na wyższy zwrot.
Rynki finansowe już przygotowują się na kolejne obniżki stóp procentowych, które mogą zostać ogłoszone w czerwcu. Po ogłoszeniu nowych ceł przez Trumpa w 2025 roku, dolar, akcje i obligacje spadły jednocześnie - co było wyraźnym sygnałem utraty zaufania do amerykańskiej gospodarki. Choć giełda szybko się odbudowała, dolar już nie.
Co ciekawe, coraz więcej inwestorów zabezpiecza się przed dalszym spadkiem wartości dolara, sprzedając go w kontraktach walutowych. To dodatkowo napędza jego osłabienie.
Przez lata USA przyciągały kapitał dzięki wysokim stopom zwrotu. Dziś jednak sytuacja się zmienia. Jak wylicza "Washington Post", w ostatnim roku indeks S&P 500 wzrósł o 14 procent, podczas gdy giełda w Brazylii zanotowała aż 44-procentowy wzrost. Londyn, Tokio i Hongkong również osiągają lepsze wyniki niż Wall Street. Gospodarki Wielkiej Brytanii i Japonii rosną dziś co najmniej tak szybko, jak amerykańska.
Banki centralne na całym świecie wciąż trzymają ponad 7,4 biliona dolarów w amerykańskiej walucie. USA nadal mogą pochwalić się największym i najbardziej płynnym rynkiem finansowym, przewagą w dziedzinie sztucznej inteligencji oraz brakiem realnej alternatywy dla dolara. Jednak, jak zauważa "Washington Post", trend się zmienia.
Jeśli Japonia zdecyduje się na podniesienie stóp procentowych, japońscy inwestorzy - którzy posiadają niemal 5 bilionów dolarów w zagranicznych aktywach, głównie amerykańskich - mogą zacząć wycofywać swoje środki z USA. Na razie masowego odpływu nie widać, ale jeśli się zacznie, będzie to kolejny cios dla dolara.


