Przez setki lat spoczywał nienaruszony w całkowitych ciemnościach na głębokości 600 metrów. U wybrzeży Norwegii odkryto XVIII-wieczny wrak, który skrywa niespotykany dotąd w północnej Europie ładunek. Na dnie morza odnaleziono luksusowe towary, ale naukowców najbardziej intryguje jedno pytanie: co stało się z załogą?

Wrak statku, który przez setki lat spoczywał nietknięty na głębokości 600 metrów u południowych wybrzeży Norwegii, został niedawno odnaleziony przez właściciela firmy zajmującej się wydobyciem wraków. O odkryciu poinformowało Norweskie Muzeum Morskie, które od razu rozpoczęło prace archeologiczne. Statek, datowany na połowę XVIII wieku, przewoził wyjątkowy ładunek, niespotykany dotychczas w żadnym innym wraku w północnej Europie.

Wśród znalezisk znajdują się porcelanowe miski oraz kielichy, tekstylia, zboże, a także części żyrandoli. Wszystko to wydobywane jest z pomocą nowoczesnych dronów podwodnych, wyposażonych w kamery i robotyczne ramiona, które ostrożnie podnoszą artefakty z dna morza.

To znalezisko jest nie tylko niezwykłe, ale także ma ogromną wartość naukową i świadczy o ważnym postępie technologicznym w archeologii podwodnej - podkreślił norweski minister klimatu i środowiska, Andreas Bjelland Eriksen.

Prace na takiej głębokości to ogromne wyzwanie logistyczne i technologiczne. Zespół archeologów musi przez wiele godzin płynąć łodzią, by dotrzeć na miejsce, a następnie polegać na zdalnie sterowanych maszynach, które penetrują wrak w całkowitej ciemności. Każde wydobycie wymaga precyzji i ostrożności, ponieważ znaleziska są bardzo delikatne.

Misja wydobycia skarbów zależy nie tylko od zaawansowanego sprzętu, lecz także od dobrej pogody. Tak daleko od brzegu nie ma miejsca na pomyłki czy przestoje. Badacze podkreślają, że nie istnieją porównywalne projekty realizowane na takiej głębokości w północnej Europie, a każda kolejna operacja wymaga modyfikacji dotychczasowych metod archeologicznych.

Tajemnice zatonięcia statku

Konstrukcja statku jest wciąż dobrze zachowana. Wrak stoi niemal pionowo na kile, a w pobliżu dziobu odnaleziono dwie kotwice i rury kotwiczne. Na rufie widoczny jest koniec stępki rufowej, jednak brakuje steru. Kadłub statku wciąż zachował swój kształt, z widocznymi elementami konstrukcyjnymi wewnętrznymi i zewnętrznymi. To, jak duża część statku jest zakopana w piasku i mule, pozostaje niejasne.

Nie odnaleziono żadnych armat, co sugeruje, że była to jednostka handlowa, a nie wojskowa. Wciąż nie wiadomo, co było przyczyną zatonięcia - czy była to burza, czy może inne dramatyczne wydarzenie na morzu. Statki tego typu miały zazwyczaj załogę liczącą pięć lub sześć osób. Tajemnicą pozostaje, czy załoga zdołała się uratować, czy też morze stało się ich ostatecznym miejscem spoczynku.

Skarby z ładowni: chińska porcelana, żyrandole i zboże

Wrak kryje w sobie niezwykłą kombinację ładunku - luksusowe żyrandole, prawdopodobnie pochodzenia niemieckiego lub angielskiego, chińską porcelanę oraz zboże.

Porcelana pochodzi z Chin i reprezentuje typowe dla epoki wyroby, które wówczas cieszyły się wielkim zainteresowaniem wśród europejskich elit oraz rodzącej się klasy średniej.

Interesującym znaleziskiem jest też kubek z pozostałością monogramu na spodzie, który może pomóc w identyfikacji właściciela lub klienta.

Wśród ładunku znalazło się także zboże, z którego próbki trafiły już do analizy DNA. Badacze chcą ustalić, czy pochodzi ono z regionu Morza Bałtyckiego, który w XVIII wieku był spichlerzem północnej Europy.

Pochodzenie i cel podróży statku

Na razie nie udało się ustalić, skąd dokładnie pochodził statek i dokąd zmierzał. Jedną z poszlak jest cegła z Lubeki, znaleziona w kuchni statku, jednak nie daje ona jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o port macierzysty. Archeolodzy liczą, że kolejne znaleziska pozwolą ustalić trasę, jaką pokonała jednostka oraz jej nazwę.

Według zebranych dowodów statek zatonął około 1750 roku, w czasach głębokich przemian politycznych, gospodarczych i społecznych w północnej Europie.