Premier Włoch znów dostarcza mediom pikantnych tematów. Silvio Berlusconi osobiście ostrzegł przewodniczącego władz regionu Lacjum Piero Marrazzo z opozycyjnej Partii Demokratycznej, że krąży nagranie, na którym zarejestrowano jego spotkanie z transseksualną prostytutką. Ten nowy, sensacyjny - jak się podkreśla - wątek skandalu obyczajowego w Rzymie ujawniła dzisiejsza prasa.

Silvio Berlusconi zrezygnował ze spotkania z królem Jordanii, wziął dobre wino i poleciał do Petersburga złożyć życzenia urodzinowe Władimirowi Putinowi. Na lotnisku Pułkowo powitał go sam jubilat, co spowodowało liczne opóźnienia innych samolotów rejsowych. czytaj więcej

W sobotę Marrazzo ogłosił, że sam zawiesza się w pełnieniu urzędu. Był to rezultat informacji o jego intymnych spotkaniach oraz o tym, że zapłacił szantażującym go karabinierom, by nagrania nie rozpowszechniali. Czterej karabinierzy zostali aresztowani.

Tymczasem największe włoskie gazety ujawniły, że na trzy dni przed zatrzymaniem funkcjonariuszy, którym Marrazzo miał zapłacić co najmniej 60 tysięcy euro, Berlusconi przestrzegł go, iż należącemu do niego wydawnictwu Mondadori zaproponowano zakup kompromitującego krótkiego nagrania. Marrazzo usiłował następnie je odzyskać, by nie dopuścić do jego rozpowszechnienia.

Agencja fotograficzna zaproponowała film tygodnikowi "Chi", wydawanemu przez medialny koncern premiera. Cena: 200 tysięcy euro. Redakcja pisma zawiadomiła o tej ofercie prezes koncernu, którą jest córka szefa rządu Marina Berlusconi, a ona z kolei swego ojca.

Silvio Berlusconi, zadzwonił - jak ujawniono - do Marrazzo. Miał go poinformować o krążącym nagraniu i zapewnić, że jego wydawnictwo nie jest nim zainteresowane. Cel - według "Corriere della Sera" - wydaje się jasny: premierowi chodziło o to, by uchronić jego dom wydawniczy przed ewentualnymi zarzutami wykorzystania pikantnego nagrania dla celów politycznych w walce z opozycją.

Prasa podkreśla, że gubernator stołecznego Lacjum próbował wszystko załatwić sam, nie zgłaszając wymiarowi sprawiedliwości, że jest szantażowany. W opublikowanych w weekend wywiadach tłumaczył, że płacił ze strachu, a spotkania z brazylijskim transseksualistą nazwał swą "prywatną słabością".

Sytuacja prawna Piero Marrazzo, który do minionego weekendu miał pozycję prominentnego polityka Partii Demokratycznej, może się jeszcze pogorszyć. Stanie się tak, jeśli będzie musiał odpowiedzieć za udział w orgiach narkotykowych i jeżdżenie na spotkania z prostytutkami służbową limuzyną.