Nad jeziorem Bytyń Wielki na pograniczu Wielkopolski i Pomorza Zachodniego w miejscowości Próchnówko trwa coroczny, współorganizowany przez Pilski Okręgowy Związek Żeglarski, obóz dla dzieci i młodzieży. W tym roku mija dokładnie 30 lat od czasu, gdy młodzi adepci żeglarstwa po raz pierwszy spotkali się na tutejszej przystani. W piątek przez cały dzień towarzyszył im dziennikarz RMF FM Mateusz Chłystun.

Obóz żeglarski w w Próchnówku /Mateusz Chłystun /RMF FM

Jak relacjonuje dziennikarz RMF FM - dojechać do Próchnówka wcale nie jest łatwo. Jadąc krajową "dziesiątką" z Wałcza w kierunku Szczecina, w miejscowości Piecnik jest drogowskaz na Próchnowo. Do wsi prowadzi asfaltowa droga, która przebiega częściowo wzdłuż południowego brzegu Bytynia. To ostatni przystanek, gdzie możliwy jest kontakt z "cywilizacją". Kilka kilometrów dalej jest już tylko las i krystalicznie czyste jezioro. Prowadzi nad nie polna i leśna droga. 

W lesie jest też działająca od dziesięcioleci stanica harcerska, którą zawiaduje hufiec z Piły. W stanicy młodzi żeglarze jedzą posiłki i korzystają z toalet. Poza sezonem baza żeglarska to trzy blaszane kontenery zaadaptowane na magazyn, salę szkoleniową i bosmanat. Są też trzy pomosty manewrowe. Cała ta infrastruktura powstała w 1988 roku, gdy Piła gospodarzem Ogólnopolskiej Spartakiady Młodzieży. 

Pod koniec czerwca to ciche i spokojne miejsce zamienia się w małe żeglarskie miasteczko. Organizatorzy obozu wodują jachty - zazwyczaj Omegi, stawiają też namioty, w których śpią kursanci i instruktorzy. W tym roku flotylla wzbogaciła się o sportowe łódki typu 420, 470 i legendarnego FD czyli tzw. Latającego Holendra.

Bogaty plan dnia młodych żeglarzy

Pobudka - codziennie punktualnie o 7:00. Prowadzi ją instruktor, który w danym dniu ma wachtę. Chwilę po niej obozowicze biorą udział w porannej gimnastyce, po której z kolei przychodzi czas na toaletę. Muszą się spieszyć, bo chwilę przed ósmą zbierają się już na placu apelowym. 

Instruktorom towarzyszy kierownik szkolenia żeglarskiego, który przedstawia program szkolenia na dany dzień. Od ponad 20 lat tę funkcję pełni tu kapitan jachtowy Maciej Chodur. Zawodowy żeglarz, który na co dzień prowadzi turystyczne rejsy, głównie na południu Europy. Pytamy więc, jak skutecznie wyszkolić młodego żeglarza i w szkoleniowym natłoku zajęć nie zniechęcić go do żeglarstwa. 

Cała kwestia polega na tym, żeby potrafić zbilansować czas spędzony na wodzie i naukę z przyjemnością. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że to są dzieci, które mają wakacje. Wymagamy jeśli chodzi o zajęcia, ale dajemy też czas wolny - mają chwilę żeby pograć w siatkówkę, w piłkę nożną czy badmintona. Wszystko po to żeby jednak mieli trochę relaksu, żeby to nie była taka typowa szkoła - mówi kpt. Chodur w rozmowie z RMF FM.

Podniesienie bandery

Jednym z najważniejszych punktów w planie dnia jest podniesienie bandery. Codziennie robi to inny poczet, który podczas stawiania flagi odpowiada też za wybijanie tzw. szklanek. To podwójne uderzenia w dzwon. Dziś to element tradycji, który kiedyś na żaglowcach i statkach zastępował zegar. Po liczbie uderzeń w dzwon załoga mogła zorientować się, która jest godzina.

Gwóźdź programu: ćwiczenia na wodzie

Po apelu i śniadaniu obóz przenosi się na wodę. Każda z załóg ma przypisany jacht. Łódki trzeba otaklować (przygotować do pływania), rozdysponować zadania i można ruszać na wodę. 

Na obozie są trzy rodzaje załóg - szkoleniowe, które biorą udział w kursie na patent żeglarza jachtowego, ogólnożeglarskie, które zaczynają od podstaw i poznają tajniki żeglowania oraz załogi, których członkowie mają już patenty. Z żółto-niebieskim mikrofonem zajrzeliśmy w piątek do załogi instruktora Arkadiusza Augustyniaka. Jego grupa przygotowuje się do egzaminu na patent, który czeka ich dokładnie za tydzień. Teraz ćwiczą zwroty przez sztag i przez rufę. 

To wymagający manewr, jest dużo komend i przy dzisiejszym wietrze wszystko dzieje się bardzo szybko. Trzeba zwracać uwagę na wiele istotnych elementów, żeby pływanie było przede wszystkim bezpieczne ­- mówi Augustyniak.

Członkowie jego załogi nie są obozowymi i żeglarskimi debiutantami. Zuza, która siedzi za sterem, zaczęła od obozu ogólnożeglarskiego. W tym roku chce zdać na patent żeglarza jachtowego. Najważniejsze i najtrudniejsze dla mnie jest to, żeby rozpocząć i zakończyć manewr w odpowiednim kursie względem wiatru - mówi Zuza Iwaszko. 

Chodzi o to, że prawidłowo wykonany zwrot przez rufę rozpoczyna się i kończy w baksztagu, czyli takim kursie, przy którym wiatr wieje z godziny czwartej albo ósmej, zakładając, że dziób jachtu to dwunasta. Przy manewrach istotne są nie tylko decyzje i działania sternika, ale też praca załogi. Załoga musi być skoordynowana, np. przy przenoszeniu balastu z burty na burtę. Przy zwrotach zarówno przy słabym, jak i mocnym wietrze ma to duże znaczenie - mówi załogant Marek Krugły.

Nauka trwa do wieczora

Pierwsza tura zajęć na wodzie kończy się o 13:00. Kandydaci na żeglarzy wracają na jezioro o 15:00 - po obiedzie i godzinnej przerwie. Potem czeka ich kolacja, a wieczorem zajęcia teoretyczne w sali szkoleniowej. Do namiotów wrócą o 22:30. Wtedy na obozie zaczyna się cisza nocna. 

Dla części kandydatów na żeglarzy nie oznacza to wcale rozpoczęcia snu. Ci, którym zależy na dobrym wyniku egzaminu, chwytają za latarki i "wkuwają" z żeglarskich podręczników. Nazajutrz obudzi ich kolejny instruktor. Czeka ich jeszcze przećwiczenie kilku złożonych manewrów - podejścia do człowieka za burtą, podejścia i odejścia do boi. Na ich doszlifowanie mają niespełna tydzień. Egzamin czeka ich w przyszłą sobotę.

(ak)