Nie żyje bardzo znany w Olsztynie szop Edward, który wraz ze swoją właścicielką regularnie odwiedzał miejscowe placówki opiekuńcze i edukacyjne. Zwierzę udusiło się w plastikowej beczce. Zamknęli go w niej turyści.

Szop Edward był udomowiony, lubił ludzi i nie przejawiał wobec nich agresji. Uczestniczył w wielu akcjach ekologicznych i kilkakrotnie pojawiło się w audycjach telewizyjnych - pisze Onet. 

Przykrą informację o śmierci zwierzęcia podała na Facebooku właścicielka szopa - pani Marta. Jak podaje, zwierzak późnym wieczorem w sobotę niepostrzeżenie wymknął się z domu, i "przez swoją wrodzoną ciekawość świata powędrował eksplorować okolice".

Pech tak chciał, że odwiedził domek wynajmowany przez wczasowiczów, parę rodzin z dziećmi i psem... Przestraszył dzieci, a rodzice próbowali go przegonić, dzwonili po pomoc do różnych służb, gdzie zaczęła się spychologia, kto powinien się zająć sprawą "dzikiego" zwierza... Nie było chętnych, więc sami go złapali i wsadzili do wkopanej w ziemie plastikowej beczki, z której by nie wyszedł i żyłby do teraz, gdyby nie decyzja o jej zakryciu dopasowanym do niej wiekiem, odcinając mu tlen i zostawiając na pewną śmierć... - czytamy na profilu właścicielki zwierzęcia. 

Turyści, którzy złapali szopa twierdzą, że kiedy chcieli zgłosić sprawę na numer alarmowy, zostali wyśmiani. Zwierzę w ogóle się nie bało, więc podejrzewali, że może chorować na wściekliznę, dlatego postanowili je złapać je i zamknąć - czytamy na Onecie.

Właścicielka nie może przeboleć śmierci zwierzątka i rozważa podjęcie kroków prawnych w sprawie śmierci swojego podopiecznego.

Opracowanie: