O przyszłość porzuconych, bezdomnych psów i kotów obawiają się właściciele azyli, domów tymczasowych i fundacji prozwierzęcych. Wskazują na nowe przepisy, w których zmieniono definicję schroniska. A to może oznaczać, że wiele dotychczasowych miejsc w których ratowano czworonogi trzeba będzie zamknąć.

  •  Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Za miesiąc, zgodnie z prawem, będę zmuszona przestać pomagać bezdomnym psom — mówi Ewa Leszczyńska z Fundacji "Pomagam Zwierz". Wskazuje na nowe rozporządzenie ministra rolnictwa, które ma wejść w życie 18 marca. Wraz z innymi właścicielami azyli, domów tymczasowych i fundacji prozwierzęcych obawia się, że zmienione przepisy mogą w praktyce zmusić ją do zamknięcia działalności. Chodzi m.in. o nową definicję schroniska. Za miesiąc będzie nim każde miejsce, w którym "w sposób zorganizowany" utrzymywane są bezdomne zwierzęta inne niż gospodarskie.

Dla osób opiekujących się porzuconymi psami czy kotami brzmi to groźnie. Wskazują, że jeśli ich działalność zostałaby uznana za prowadzenie schroniska, prowadzone przez nich organizacje musiałyby spełnić rygorystyczne wymogi techniczne — m.in. dotyczące infrastruktury (np. obowiązek posiadania chłodni) czy lokalizacji (odległość nie mniejsza niż 150 m od innych zabudowań). W praktyce dla wielu małych podmiotów byłoby to finansowo niewykonalne.

Dotąd system działał stosunkowo jasno: schroniska musiały zarejestrować swoją działalność i podpisywały umowy z gminami dotyczące przyjmowania bezdomnych zwierząt. Z kolei fundacje i domy tymczasowe wspierały adopcje i ratowanie pojedynczych przypadków. Ich działalność w dużej mierze opierała się na współpracy z wolontariuszami.

Po publikacji rozporządzenia ministra rolnictwa pojawiły się jednak obawy, czy dalsze funkcjonowanie wielu takich miejsc nie jest zagrożone. Wolontariusze pytają np., czy przyjęcie kilku porzuconych psów do domu nie będzie wymagało od nich natychmiastowej rejestracji i zakwalifikowanie ich jako schroniska, co może oznaczać, że powinni od razu wyposażyć swoje mieszkania w chłodnie. Ludzie boją się, że zwykła pomoc stanie się ryzykowna prawnie - słyszymy od działaczy prozwierzęcych.

Resort rolnictwa tonuje nastroje. Minister Stefan Krajewski zapewnia, że interpretacje nowych przepisów krążące w środowisku są zbyt daleko idące. Od 18 marca schroniskiem będzie każde miejsce, w którym w sposób zorganizowany utrzymywane są bezdomne zwierzęta inne niż gospodarskie, z wyłączeniem zwykłych gospodarstw domowych oraz lecznic weterynaryjnych. Oznacza to, że obowiązkowi rejestracji mogą podlegać także inne podmioty gromadzące lub przekazujące zwierzęta, np. większe hodowle psów i kotów - mówi szef resortu rolnictwa. Zapewnia, że na obecnym etapie analizowane są jeszcze zgłaszane uwagi. Ewentualne doprecyzowania przepisów są przez nas rozważane - mówi Stefan Krajewski.

Minister deklaruje otwartość na rozmowy. W przyszłym tygodniu (25 lutego) ma pojawić się na posiedzeniu nadzwyczajnej komisji ds. ochrony zwierząt, gdzie swoje argumenty przedstawią organizacje społeczne. Chcemy jasnych, precyzyjnych definicji, by wiedzieć, jak i czy możemy dalej działać - mówią.

Stefan Krajewski zapewnia, że nie każda organizacja lub osoba, która przyjmuje bezdomne zwierzęta i szuka im adopcji, będzie od 18 marca traktowana jako schronisko. Schroniskiem jest miejsce, które w sposób zorganizowany zapewnia opiekę bezdomnym zwierzętom w ramach realizacji zadań gminy. Organizacje społeczne będą traktowane jako schronisko tylko wtedy, gdy faktycznie prowadzą takie miejsce i utrzymują tam zwierzęta - wtedy muszą je zarejestrować. Sama pomoc w adopcjach lub działania wolontariackie nie oznaczają automatycznie uznania za schronisko - mówi minister Krajewski.

Również dom tymczasowy z kilkoma psami w mieszkaniu nie podlega pod nową definicję. Nie będzie traktowany jak schronisko i nie podlega obowiązkowi rejestracji. W związku z tym nie obowiązują go wymogi przewidziane dla schronisk dla zwierząt - zapewnia szef resortu rolnictwa.

Mimo uspokajających deklaracji ministra organizacje zwierzęce wskazują na niepewność interpretacyjną. Kluczowe jest sformułowanie "w sposób zorganizowany", które - jak mówią - może być różnie rozumiane przez powiatowe inspektoraty weterynaryjne. W tle jest też realny problem systemowy. Liczba schronisk w Polsce spada, a wiele z nich już dziś jest przepełnionych. Jeśli choć część małych azyli zniknie, gminy mogą mieć jeszcze większy kłopot z bezdomnością zwierząt - alarmuje Ewa Leszczyńska.

Właściciele azyli i fundacji zwierzęcych przyznają z jednej strony, że dobrze się dzieje, że przepisy porządkują rynek schronisk, ale z drugiej strony wielu społeczników obawia się, że w praktyce mogą one uderzyć w tych, którzy działają najbliżej porzuconych zwierząt. Robimy to często bez pieniędzy, za to z ogromnym zaangażowaniem - dodaje Leszczyńska.