W sprawie niektórych nieruchomości, którymi zajmowało się Biuro Gospodarki Nieruchomościami, były naciski - zeznała przed komisją weryfikacyjną ds. reprywatyzacji urzędniczka stołecznego Ratusza Krystyna Pajuk. Jak wyjaśniła, naciski były m.in. ze strony mec. Roberta N. - adwokata, który występował w kilku głośnych sprawach reprywatyzacyjnych, a obecnie przebywa w areszcie.

Komisja weryfikacyjna bada aktualnie sprawę zwrotu kamienicy przy ul. Dahlbergha 5 na warszawskiej Woli. W grudniu 2006 roku prezydent Warszawy podjął decyzję o ustanowieniu użytkowania wieczystego na okres 99 lat na rzecz dwójki nowych właścicieli. Miasto zachowało udział w tej nieruchomości na poziomie 4/12.

Krystyna Pajuk, która była referentem sprawy Dahlbergha, zeznała przed komisją, że jej zdaniem decyzja z 2006 roku została wydana zgodnie z prawem.

Urzędniczka przyznała, że jeśli chodzi o wydawanie decyzji zwrotowych, wyznaczony był - dla wydziału spraw dekretowych - cel: na 300 takich decyzji za czasów Jakuba R. (były wiceszef BGN, obecnie w areszcie), a za czasów Jerzego M. (były wicedyrektor BGN, obecnie również w areszcie) cel ten wynosił 2 decyzje zwrotowe na osobę miesięcznie.

Pajuk zeznała, że było to dla niej "dziwne", ale - jak przyznała - nie kwestionowała tego polecenia służbowego.

Dodała, że ws. wydawania decyzji zwrotowych jej przełożeni wysyłali przypominające e-maile.

Pytana, czy były naciski, by niektóre decyzje zwrotowe wydać szybciej, odpowiedziała, że "zdarzały się takie sytuacje, że kierownictwo wydawało polecenia, że należy wydać jakąś decyzję". Dopytywana, o jakie konkretnie sprawy chodziło, odpowiedziała: W sprawie Grójeckiej 212, 214, w sprawie Dzikiej, bez numeru.

Jak dodała, polecenia takie wydawane były przez byłego kierownika Biura Gospodarki Nieruchomościami Krzysztofa R. (zatrzymany ws. reprywatyzacji).

Przyznała również, że naciski wywierał mec. Robert N.

Na pytanie, czy zauważyła, że są grupy prawników wyspecjalizowanych w sprawach zwrotowych, urzędniczka odpowiedziała, że tak. Dopytywana natomiast, czy wobec tych osób zauważyła jakąś życzliwość, powiedziała, że mecenasi byli "w urzędzie częściej niż inni, spotykali się z dyrektorem częściej".

Pytana o "handlarza roszczeń" Marka M., który jest współwłaścicielem kamienicy przy Dahlbergha 5, Pajuk przyznała, że był w BGN częstym gościem: przychodził, jak zeznała, "raz na tydzień, raz na dwa tygodnie".

(e)