Protest okupacyjny w centrali ZUS w Warszawie. Przedstawiciele 12 związków zawodowych dzisiejszą noc spędzili w budynku Zakładu Ubezpieczeń Społecznych przy ul. Szamockiej i nie wykluczają, że spędzą tam święta. Pracownicy domagają się rozmów z ministrem finansów w sprawie podwyżek i poprawy warunków pracy.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Jak informował reporter RMF FM Jakub Rybski, w środę związkowcy spotkali się z zarządem ZUS-u w sprawie negocjacji wzrostu funduszu wynagrodzeń dla pracowników. Zgodnie z ustawą budżetową wzrost ten powinien wynieść 3 proc.
Propozycja, którą usłyszeliśmy, zbiła nas z nóg - mówi Marta Markun ze związku zawodowego pracowników ZUS-u. Wspomnianą propozycją było 180 zł brutto dla osób na etacie.
Jak zaznacza Markun, po tej propozycji przelała się szala goryczy, dlatego związkowcy postanowili porozmawiać o niskich wynagrodzeniach i słabych podwyżkach bezpośrednio z przedstawicielami resortu finansów.
Jak się okazało, to niejedyny problem w ZUS-ie, ponieważ pracownicy notorycznie robią nadgodziny. Odpowiedzialność, mnóstwo pracy, ciągła gonitwa, kolosalny stres i właściwie brak pieniędzy - dodaje Marta Markun.
Jak usłyszał reporter RMF FM, protest się nie zakończy, dopóki ktoś z przedstawicieli resortu finansów nie przyjedzie do centrali ZUS-u na rozmowy.


