8 lat więzienia dla Daniela W. - mężczyzny, który stał na czele grupy oskarżonej o porwanie dla okupu żony trójmiejskiego biznesmena w 2011 roku. Michał F. ma spędzić za kratami 6,5 roku, a Tomasz B., który ostatni dołączył do grupy - 3 lata i 10 miesięcy.

W 2011 roku porywacze żądali od męża porwanej kobiety aż miliona euro okupu. Byli też oskarżeni o kilkanaście innych przestępstw, m.in. kradzieże aut, podpalenie radiowozu, nielegalne posiadanie broni i amunicji, włamywania się do mieszkań i wyłudzenia pieniędzy. Dwóch z nich było też wcześniej karanych za kradzieże samochodów.

"Kto by porwał człowieka i sprzedał go, albo znaleziono by go jeszcze w jego ręku, winien być ukarany śmiercią". Taką swoistą regulację prawną możemy odnaleźć w Starym Testamencie. Jak widać zjawisko porwań dla okupu nie jest zjawiskiem współczesnych czasów. Przestępczość ta występuje... czytaj więcej

W uzasadnieniu wyroku sędzia Lidia Jedynak z Sądu Okręgowego w Gdańsku wskazywała między innymi na fakt, że w podobnych sprawach nie zapadły wyższe wyroki, ale także na fakt, że porywacze "stosunkowo dobrze traktowali" uprowadzoną kobietę, co jest okolicznością łagodzącą. W porównaniu do innych porwanych osób, które potrafiły być bite, torturowane wręcz. Tutaj porwana otrzymywała pożywienie, pozwalano jej korzystać  z prysznica, dano jej czyste ubranie, nawet książkę do czytania, tabletki, których potrzebowała  - mówiła sędzia Lidia Jedynak. Z drugiej jednak strony, według słów męża kobiety, porywacze grozili mu, że jeśli nie zapłaci miliona euro okupu, to zgwałcą jego żonę, przestrzelą jej kolana, a nawet zabiją ich dziecko.

Porwanej kobiety nie było dziś w sądzie. Jej mąż nie wysłuchał całego wyroku. Opuścił salę rozpraw po tym, gdy sędzia orzekła, że łączna kara pozbawienia wolności dla Daniel W. to 8 lat. Przed rozprawą mówił jednak dziennikarzom, że żadna kara nie będzie zadośćuczynieniem dla krzywd jakich on sam doznał. W marcu, w dniu rozpoczęcia procesu przyznał, że porwanie rozbiło jego małżeństwo i że jest z żoną w separacji.

Apelację w związku z brakiem nadzwyczajnego złagodzenia kary, ze względu na współpracę z organami ścigania, zapowiedział już obrońca jednego ze skazanych. Prokurator na razie nie wie, czy również będzie odwoływał się od decyzji sądu. Wyrok, który zapadł przed Sądem Okręgowym w Gdańsku nie jest w pełni zbieżny z wnioskami złożonymi przez oskarżyciela publicznego. Jednak mieści się on w graniach akceptowalności. Większość argumentów podanych przez sąd zyskała moją aprobatę. Z uwagi na to, że wyrok jest obszerny w swojej treści, konieczne będzie przed podjęciem ostatecznej decyzji zapoznanie się ze szczegółowymi postanowieniami zawartymi w wyroku i dopiero wtedy będzie możliwa jego gruntowna ocena  - mówił Wojciech Wróbel z Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku.