Szefowie resortów finansów i gospodarki w sprytny sposób podwoili liczbę sekretarzy stanu, choć prawo zezwala tylko na jednego - donosi "Rzeczpospolita". Minister może mieć kilku podsekretarzy stanu, ale tylko jednego sekretarza , który zastępuje ministra. Ustawa o Radzie Ministrów jest pod tym względem jednoznaczna.

Przepis można jednak obejść, kiedy powoła się pełnomocnika rządu w randze sekretarza stanu. Zrobili tak minister finansów Jacek Rostowski i minister gospodarki Janusz Piechociński. Obaj mają w resorcie drugiego sekretarza stanu. Zarabia on kilkaset złotych więcej niż podsekretarz stanu, i co ważniejsze i nie traci mandatu poselskiego. Kancelaria Premiera zapewnia, że takie podwajanie sekretarzy jest prawnie dopuszczalne.

51 posłów reprezentuje Polskę w Parlamencie Europejskim. Każdy z nich korzysta z immunitetu i cieszy się licznymi przywilejami. Nasi reprezentanci w UE zarabiają więcej niż prezydent i premier. Od początku kadencji Marek Migalski zaoszczędził grubo ponad milion złotych. czytaj więcej

Okazuje się, że politycy naginają ustawę do własnych potrzeb dzięki ekspertyzie Rady Legislacyjnej sprzed kilku lat. Zezwala ona w wyjątkowych okolicznościach powołać pełnomocnika w randze sekretarza stanu. Prof. Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości, nie ma wątpliwości, że co nie jest wprost zabronione, jest dopuszczalne. A politycy to wykorzystują, choć pytanie, czy powinni - twierdzi.

Izabela Leszczyna, posłanka z Częstochowy, jest już ósmą osobą z kierownictwa resortu Rostowskiego. Odpowiada m.in. za nadzór nad audytem wewnętrznym i polityką informacyjną resortu. Znacznie większe i szersze obowiązki mają rozliczni podsekretarze stanu. Leszczyna ma być echem w propagowaniu zmian w emeryturach, OFE, zna się na finansach, ma w rządzie robić dobry PR - tłumaczy jeden z posłów PO powody zatrudnienia jej w resorcie.