Funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa, który zaatakował nożem swoją rodzinę, zabijając 4-letnią córkę, został wydalony ze służby - dowiedział się reporter RMF FM. Chodzi o tragedię rodzinną, do której doszło pod koniec stycznia w Ustce na Pomorzu. 43-latek ranił pięcioro członków swojej rodziny i siebie. Ta decyzja szefa SOP nie kończy jednak sprawy.
- Najnowsze informacje z Polski i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Funkcjonariusz SOP, który zaatakował nożem swoją rodzinę, zabijając 4-letnią córkę, został wydalony ze służby. W formacji trwają teraz działania, które mają wyjaśnić, jak to możliwe, że oficer z tak długoletnim stażem - był w SOP od 23 lat - dopuścił się tak makabrycznego przestępstwa. Badany jest przebieg jego służby.
Sprawdzane jest także, dlaczego nie udało się wykryć powodów jego zachowania, to czy zgłaszał kiedykolwiek jakieś problemy i czy była na to reakcja. Sprawdzana będzie również m.in. dokumentacja medyczna z badań okresowych.
Poza SOP śledztwo w sprawie tej tragedii prowadzi prokuratura. Z jej ustaleń wynika, że tego zajścia nie poprzedziła żadna awantura.
Do dramatycznych wydarzeń doszło w poniedziałek wieczorem, 26 stycznia, w jednym z bloków przy ul. Bałtyckiej w Ustce w województwie pomorskim. Funkcjonariusz z żoną i dziećmi przyjechał w odwiedziny do mieszkających tam teściów. Ok. godz. 21:30 policja została zaalarmowana, że w jednym z mieszkań doszło do awantury. Okazało się, że 44-letni funkcjonariusz SOP zaatakował nożem dwójkę swoich dzieci, żonę i teściów. Sam też się ranił. Obrażenia 4-letniej dziewczynki były tak poważne, że nie udało się jej uratować.
Gdy policjanci przyjechali na miejsce, mężczyzna był agresywny. Trzeba było go obezwładnić. Śledczy znają już relację sąsiada, który wszedł do mieszkania, w którym wydarzyła się tragedia. Jest naocznym świadkiem, widział jak napastnik atakuje członków rodziny. Mężczyźnie nie udało się powstrzymać 44-latka. To on powiadomił policję.
Teść napastnika trafił do szpitala w Sławnie w woj. zachodniopomorskim. Został już wypisany. Teściowa, żona i dziecko 44-latka przetransportowani zostali do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Słupsku. Dziecko nie miało praktycznie żadnych obrażeń, zostało wypisane. Starsza kobieta jest na chirurgii w stanie stabilnym. Młodsza jest w stanie ciężkim.
Jak nieoficjalnie informowała Wirtualna Polska, mężczyzna pracował najpierw w Biurze Ochrony Rządu, później w Służbie Ochrony Państwa. Był w Iraku, a w 2012 roku otrzymał odznaczenie, Gwiazdę Iraku, z rąk ówczesnego prezydenta Polski Bronisława Komorowskiego. Ostatnio służył w Zarządzie Pirotechników, a dokładniej z tzw. wyjazdówce, czyli w wydziale, który robi zabezpieczenia pirotechniczne w różnych miejscach w Polsce i poza granicami kraju. Wcześniej służył w różnych komórkach związanych z ochroną osób - powiedział wp.pl informator.


