Amerykańscy żołnierze i weterani mówią nam, że nie zgadzają się ze słowami Donalda Trumpa, który stwierdził, że sojusznicy NATO w Afganistanie trzymali się z tyłu - informuje gen. Roman Polko. Były dowódca Jednostki Wojskowej GROM w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Tomaszem Weryńskim nie bawi się w dyplomację i mówi wprost: to słowa obraźliwe i sprzeczne z faktami.

W czwartkowym wywiadzie dla telewizji Fox News Donald Trump powiedział, że Stany Zjednoczone nigdy nie potrzebowały pomocy NATO i "nigdy tak naprawdę o nic nie prosiły" sojuszników. Wiecie, powiedzą, że wysłali wojska do Afganistanu albo Sudanu, i tak zrobili. Pozostali trochę z tyłu, trochę z dala od linii frontu - dodał.

Po zamachach 11 września 2001 r. NATO po raz pierwszy i dotychczas jedyny powołało się na artykuł 5. Traktatu północnoatlantyckiego - mówiący o wspólnej obronie w razie ataku na jednego z sojuszników. Państwa NATO wsparły USA w tzw. wojnie z terroryzmem, w tym w wieloletnich misjach w Afganistanie i Iraku, chociaż formalnie operacje nie były prowadzone na podstawie tego artykułu.

W trwającej blisko 20 lat misji w Afganistanie wzięły udział wojska m.in. Polski. Zginęło ponad 3500 żołnierzy koalicji, najwięcej z nich - blisko 2500 - było Amerykanami. W Afganistanie poległo też 43 polskich żołnierzy i jeden pracownik cywilny.

"Jak ktoś może opowiadać takie bzdury?"

Słowa amerykańskiego prezydenta wywołały falę oburzenia w Polsce. W sprawie wypowiedział się również gen. Roman Polko, były dowódca Jednostki Wojskowej GROM, z którym rozmawiał dziennikarz RMF FM Tomasz Weryński.

Jak ktoś może opowiadać takie bzdury, które przeczą oczywistym faktom? To oburzające, bo za te misje kilkudziesięciu polskich żołnierzy zapłaciło krwią - podkreśla wojskowy. Zaznacza, że relacje z amerykańskimi wojskowymi są zupełnie inne niż polityczne deklaracje. To jest dla nich trudne. Mamy od nich mnóstwo podziękowań. Zbudowaliśmy zaufanie, braterstwo broni. Niedobrze jest, gdy politycy to psują - mówi.

Polscy żołnierze przez lata działali w jednych z najniebezpieczniejszych rejonów Afganistanu, m.in. w prowincji Ghazni. Jednostki specjalne - jak GROM - brały udział w bezpośrednich operacjach bojowych. Nie szukaliśmy łatwych misji. Wchodziliśmy tam, gdzie było najbardziej niebezpiecznie. To było prawdziwe współdziałanie z Amerykanami. Czasem trudno było powiedzieć, czy to misja polska, czy amerykańska - wspomina były dowódca.

W opinii rozmówcy RMF FM takie wypowiedzi uderzają nie tylko w historię misji, ale też w spójność całego Sojuszu Północnoatlantyckiego. Podważanie wysiłku sojuszników osłabia zaufanie w NATO. Nagle słyszymy prezydenta USA, który kwestionuje to wszystko, co wspólnie zbudowaliśmy - grzmi gen. Roman Polko.

Najmocniej te słowa mogą jednak dotknąć rodziny poległych i rannych. To jest straszne. Te rodziny żyją z tą traumą całe życie. Osierocone dzieci, żony. A wielu żołnierzy wróciło ciężko okaleczonych. Nie można kłamać, bo obraża się honor tych ludzi - podkreśla były dowódca JW GROM.

"Nie ma miejsca na dyplomację"

Słowa Donalda Trumpa wywołały falę komentarzy także wśród polityków. W Polsce głos zabrali m.in. prezydent Karol Nawrocki, premier Donald Tusk, wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz oraz minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, przypominając, że polscy żołnierze walczyli na pierwszej linii i płacili za misję najwyższą cenę.

W tej sprawie wypowiedział się również europoseł i wiceprezes PiS Joachim Brudziński, który był Gościem Krzysztofa Ziemca w RMF FM. Zawsze każdego polskiego patriotę powinno oburzać, jeżeli ktoś w sposób niesprawiedliwy, a mówiąc wprost - niemądry i nieprawdziwy, próbuje dezawuować bohaterstwo (Polaków) - stwierdził.

Generał Roman Polko uważa, że w takich sytuacjach nie powinno być dyplomatycznych półsłówek. Jeżeli ktoś przekracza czerwoną linię i uderza w honor żołnierzy, to nie ma miejsca na dyplomację. Trzeba po prostu powiedzieć: poszedłeś za daleko, powinieneś przeprosić - zaznacza.

Ostre stanowisko zajęli również sojusznicy. Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer publicznie upomniał się o szacunek dla weteranów i rodzin poległych.