Do pracy przyszedłem trzeźwy, piłem w czasie jazdy - zeznał przed prokuratorem motorniczy z Łodzi. 34-latek usłyszał dzisiaj zarzut spowodowania po pijanemu wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Sąd zgodził się właśnie na trzymiesięczny areszt dla niego. Podczas przesłuchania motorniczy przyznał, że na pętlach tramwajowych, gdzie się zatrzymywał, pił wódkę i że tego dnia wypił w sumie mniej więcej pół litra 36-procentowego alkoholu.

Tramwaj pędzi przez miasto, przejeżdża tuż obok przechodzących przez ulicę pieszych i uderza w samochód - takie sceny widać na pierwszym opublikowanym przez prokuraturę filmie z wypadku na ul. Piotrkowskiej w Łodzi. Zginęły w nim dwie kobiety, a kolejna kobieta i mężczyzna zostali ranni. czytaj więcej

W chwili wypadku motorniczy miał 1,2 promila alkoholu w wydychanym powietrzu.

Piotr M. twierdził również podczas przesłuchania, że nie pamięta momentu wypadku, a ocknął się dopiero w chwili, gdy któryś z pasażerów jego tramwaju zaciągnął ręczny hamulec.

Jak donosi reporterka RMF FM Agnieszka Wyderka, mężczyzna nie wyraził żadnej skruchy. Zachowywał się tak, jakby nie zdawał sobie sprawy z tego, że zabił dwie osoby.

Zarzut może zostać zmieniony na poważniejszy

34-latek usłyszał zarzut spowodowania w stanie nietrzeźwości wypadku drogowego, w wyniku którego zginęły dwie osoby, a dwie zostały ranne. Niewykluczone jednak, że zarzut ten zostanie rozszerzony. Śledczy brali już wcześniej pod uwagę możliwość zarzucenia mu bezpośredniego stworzenia zagrożenia katastrofy w ruchu lądowym, za co grozi kara do 15 lat więzienia. Prokurator Jacek Pakuła z Prokuratury Okręgowej w Łodzi tłumaczył, że w tej kwestii ważne będzie ustalenie, czy na przejściu dla pieszych było więcej osób niż trzy potrącone kobiety (dwie z nich zginęły, trzecia została ciężko ranna; lżejsze obrażenia ma kierowca auta, w które uderzył tramwaj). Gdyby tak było, motorniczy usłyszałby właśnie zarzut mówiący o stworzeniu zagrożenia katastrofy w ruchu lądowym.

Jest zarzut dla motorniczego z Łodzi. Wariant łagodniejszy

Spowodowanie po pijanemu wypadku ze skutkiem śmiertelnym - taki zarzut usłyszał motorniczy z Łodzi. Jak donosi reporterka RMF FM Agnieszka Wyderka, mężczyzna przyznał się do winy. Przedwczoraj kierowany przez niego tramwaj nie zatrzymał się na przystanku i wjechał na skrzyżowanie na czerwonym... czytaj więcej

W tej chwili jednak śledczy nie są w stanie ustalić, ile osób znajdowało się na pasach w momencie wypadku.

Niestety monitoring miejski nie zarejestrował bezpośrednio zdarzenia, bo jego kamery pracują w systemie obrotowym i w czasie, gdy doszło do tragedii, kamera była odwrócona w inną stronę - mówił na spotkaniu z dziennikarzami rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania.

Dodał jednak, że śledczym udało się pozyskać inne nagrania, m.in. od osób prywatnych, na których widać, że tramwaj poruszał się z dużą prędkością, nie zatrzymał się na przystanku, wjechał na czerwonym świetle na skrzyżowanie, następnie uderzył w skręcający z ul. Radwańskiej w ul. Piotrkowską samochód. Prokurator zwrócił uwagę, że na tych nagraniach nie widać bezpośrednio momentu potrącenia trzech kobiet. Zaznaczył też, że prokuratura nadal czeka na odtworzenie zapisu monitoringu zainstalowanego bezpośrednio w tramwaju.

Śledczy podawali wcześniej, że relacje świadków wypadku różnią się. Według jednych, tramwaj bezpośrednio uderzył w przechodzące przez pasy osoby, według innych, najpierw uderzył w auto i to ono potrąciło kobiety na przejściu dla pieszych.