Szczyt Rady Europy, który odbędzie się w Warszawie w połowie maja, rządzi polskim kalendarzem politycznym - odsuwa dymisję rządu i głosowanie nad samorozwiązaniem Sejmu. Jego rola urasta do mitycznej rangi.

Nie ulega wątpliwości, że jak na standardy polskiej dyplomacji szczyt jest wydarzeniem sporym, bowiem do Warszawy zjechać ma 46 szefów państw i rządów. A to - jak mówi dyrektor Centrum Studiów Międzynarodowych – nadaje imprezie wymiar prestiżowy. Z pewnością ten szczyt zaćmi ubiegłoroczny przereklamowany Europejski Szczyt Gospodarczy, który zgromadził mocno drugorzędną stawkę gości.

Jednak twierdzenie, że dla szczytu RE ma wielkie znaczenie to, w jakiej fazie politycznego przesilenia zastanie on Polskę, to mistyfikacja. Wszak demokracje mają to do siebie, że rządy się rodzą i umierają.

Aleksander Kwaśniewski nie przyjmie dymisji premiera Marka Belki do zakończenia obrad szczytu Rady Europy, który odbędzie się 16 i 17 maja. Oznacza to, że do czerwcowych wyborów dojdzie tylko, jeśli Sejm wcześniej sam się rozwiąże. czytaj więcej

To, czy w czasie szczytu polski premier będzie już w fazie schyłkowej czy po dymisji nie ma już dla nikogo większego znaczenia. Nikt z pewnością nie będzie uzależniał udziału w tym szczycie od tego, jaki będzie stan polskiej polityki czy polskiego rządu - mówi dyrektor CSM.

Dlatego przekonywanie nas, że Europa wstrzymuje oddech w oczekiwaniu na to, co stanie się z Markiem Belką rodzi podejrzenia, że każdy pretekst dla odsunięcia dymisji rządu jest dobry, a przynajmniej użyteczny.