"Na pewno nie użyłbym (obecnie) takiego określenia" - tak marszałek Senatu Stanisław Karczewski odniósł się do własnych głośnych słów nt. Mariana Banasia, kiedy to nazwał prezesa NIK "człowiekiem kryształowym, niezwykle uczciwym". Jak wyjaśnił, "bliżej poznał zarzuty" wobec Banasia i budzą one jego "bardzo duże wątpliwości".

"Na pewno nie użyłbym (obecnie) takiego określenia" - tak marszałek Senatu Stanisław Karczewski odniósł się do własnych głośnych słów nt. Mariana Banasia, kiedy to nazwał prezesa NIK "człowiekiem kryształowym, niezwykle uczciwym". Jak wyjaśnił, "bliżej poznał zarzuty" wobec Banasia i budzą one jego "bardzo duże wątpliwości".
Marian Banaś (fot. Radek Pietruszka) i Stanisław Karczewski (fot. Paweł Supernak) /PAP /

W rozmowie z Polsat News Stanisław Karczewski zapytany został m.in. o to, czy podtrzymałby swoją głośną wypowiedź na temat szefa Najwyższej Izby Kontroli sprzed kilku tygodni. Na jednej z wrześniowych konferencji prasowych, w Gnieźnie, Karczewski mówił, że zna Mariana Banasia od wielu lat, często się z nim spotyka i rozmawia, i przekonywał, że prezes NIK "jest człowiekiem kryształowym, niezwykle uczciwym, bardzo solidnym, twardym politykiem".

Pytany, czy teraz podtrzymałby tę wypowiedź, stwierdził, że "na pewno by nie użył takiego określenia".

Wiem, że on pracował po kilkanaście, po 20 godzin na dobę. Byłem pełen podziwu dla niego. I w tamtym momencie, kiedy dla takiego człowieka, niezwykle poświęconego sprawom Polski, słyszałem, że są tego typu zarzuty - to tak zareagowałem - tłumaczył Karczewski.

O zarzutach pod adresem Mariana Banasia: Budzą "bardzo duże wątpliwości"

Stwierdził, że teraz nie zareagowałby w ten sposób, bo "bliżej poznał zarzuty" wobec Mariana Banasia, i podkreślił, że zarzuty te budzą jego "bardzo duże wątpliwości, budzą wątpliwości również opinii publicznej".

One muszą być wszystkie wyjaśnione - zaznaczył.

Pytany, czy sprawa szefa NIK jest dla Prawa i Sprawiedliwości obciążeniem, przyznał: W pewnym sensie tak. Byłbym nieuczciwy, gdybym powiedział: "Nie, no banalna sprawa, nic się nie stało".

Równocześnie jednak Stanisław Karczewski zaznaczył, że jeśli chodzi o działalność państwową, Banaś jest świetnym fachowcem.

Niezwykle zaangażowany, bardzo pracowity - i to będę powtarzał, nawet jeśli te zarzuty czy obawy, wątpliwości CBA potwierdzą się, to będę mówił. Są dwie strony - stwierdził.

Dopytywany z kolei o to, jak rozumie fakt, że CBA jest w stanie prześwietlić sprawy majątkowe Banasia, zaś ABW nie odbiera mu automatycznie dostępu do spraw tajnych, marszałek Senatu odpowiedział: Ja tych procedur nie znam, nie wiem, jak między sobą współpracuje CBA, ABW.

Nie wykluczam, że taka komunikacja i przekazywanie sobie informacji było - dodał.

W rozmowie Stanisław Karczewski podkreślił również, że zaskoczyły go ostatnie doniesienia "Rzeczpospolitej" na temat byłych współpracowników Mariana Banasia.

W artykule "Przestępczy skandal w resorcie finansów" gazeta pisała m.in.: Jeden z najbliższych współpracowników Mariana Banasia z czasów jego pracy w Ministerstwie Finansów miał współpracować z mafią VAT-owską. Pod takim zarzutem siedzi w areszcie.

Komentując tę sprawę, Karczewski podkreślał: Tutaj służby zadziałały. Idealnie zadziałały, bardzo szybko, sprawnie - i one, te osoby, są aresztowane.


ZOBACZ RÓWNIEŻ: Ministerstwo Finansów o byłych współpracownikach Banasia: Takie przypadki zdarzają się w każdej organizacji >>>>

Pokoje na godziny, powiązania z krakowskimi sutenerami i oświadczenia majątkowe pod lupą CBA

O Marianie Banasiu zrobiło się bardzo głośno we wrześniu, gdy "Superwizjer" TVN ujawnił w reportażu m.in. wątpliwości dot. oświadczeń majątkowych byłego ministra finansów i byłego szefa Krajowej Administracji Skarbowej, a obecnie szefa Najwyższej Izby Kontroli, a także jego powiązania z krakowskimi sutenerami. "Superwizjer" podał m.in., że w należącej do Banasia i wynajętej przez niego kamienicy najemca urządził nieduży pensjonat oferujący pokoje na godziny. W reportażu ujawniono także, że wynajem kamienicy o powierzchni 400 metrów kwadratowych i dwóch mieszkań o powierzchni 71 i 40 metrów kwadratowych miał rocznie przynosić Banasiowi jedynie 65,7 tysiąca złotych dochodu.

Komentując doniesienia "Superwizjera", szef NIK oświadczył, że nie zarządzał pokazanym w materiale hotelem, a obecnie nie jest już właścicielem nieruchomości. O reportażu mówił, że odbiera go "jako próbę manipulacji, szkalowania i podważania dobrego imienia". Pozwał TVN i autora materiału Bertolda Kittela, żądając przeprosin, sprostowania i wpłaty na cel społeczny.

Pod koniec września jednak udał się na bezpłatny urlop do czasu - jak informowano - zakończenia postępowania kontrolnego Centralnego Biura Antykorupcyjnego ws. jego oświadczeń majątkowych.

16 października CBA poinformowało o zakończeniu trwającej od kwietnia kontroli, a Marian Banaś miał siedem dni na ustosunkowanie się do ustaleń Biura.

CBA nie ujawniło, jakiego rodzaju zastrzeżenia sformułowało, natomiast według ustaleń dziennikarzy RMF FM, kontrola wykazała przynajmniej dwie nieprawidłowości związane z kwestiami skarbowymi: chodziło o niejasny sposób rozliczania podatków przez obecnego szefa NIK.


Opracowanie: