Zarzuty spowodowania katastrofy w ruchu lądowym i ucieczki z miejsca wypadku przedstawiła prokuratura kierowcy tira, który we wtorek doprowadził do karambolu na skrzyżowaniu ulic Grota Roweckiego i Kobierzyńskiej w Krakowie. W wyniku wypadku rannych zostało 15 osób, w tym cztery ciężko. Ciężarówka uszkodziła 19 aut.

Karambol w Krakowie. Powodem mogły być problemy osobiste kierowcy tira?

Kierowca ciężarówki, który we wtorek staranował 19 samochodów na krakowskim Ruczaju, miał kłopoty osobiste – pisze „Gazeta Krakowska”. 54-latek po wypadku uciekł z miejsca zdarzenia. Gdy zatrzymali go policjanci, nie potrafił wyjaśnić swojego zachowania. czytaj więcej

Tłumaczenia kierowcy tira są chaotyczne i niespójne. W czasie przesłuchania mówił, że wydawało mu się, iż samochody ruszą i przejadą skrzyżowanie, dlatego nie hamował. Mężczyzna nie pamięta całego zdarzenia - jedynie zderzenie z pierwszym autem i moment zatrzymania ciężarówki.

Twierdził, że po pierwsze tego dnia był zmęczony dlatego, że przewoził pewien towar, który nie został przyjęty. Musiał z tym towarem wracać i mógł być w jakiś sposób zmęczony - mówi prokurator Janusz Hnatko. Dodaje, że prokuratura wystąpi do sądu o trzymiesięczny areszt dla pirata. Mężczyźnie grozi 15 lat więzienia.

Do wypadku doszło we wtorek na jednym ze skrzyżowań na krakowskim Ruczaju. Kierowca ciężarówki nie wyhamował przed światłami i staranował 19 aut. Po zdarzeniu sprawca nie zatrzymał się. Na filmie, który udostępniła policja widać, jak kierowca po wypadku jedzie dalej ze zniszczonym przodem pojazdu.

Mężczyzna został zatrzymany dopiero później. 54-latek został zbadany na zawartość alkoholu. Był trzeźwy. Nie potrafił wyjaśnić swojego zachowania.

Po wypadku cztery osoby trafiły do szpitala. Ich obrażenia nie są groźne dla życia, ale wymagają hospitalizacji.

Jak napisała dziś „Gazeta Krakowska”, 54-letni Grzegorz O. mieszka w Spławach Pierwszych, niedaleko Kraśnika w woj. lubelskim. Po zatrzymaniu przez policję powiedział, że po miesiącu urlopu wrócił do pracy. Według gazety nigdzie nie był jednak zatrudniony. Utrzymywał się z podnajmowania ciężarówki, którą wziął w leasing. Jak pisze „Gazeta Krakowska”, mężczyźnie podobno nie układało się w relacjach z żoną. Był obciążony wysokimi ratami za leasing ciężarówki przy małej liczbie zleceń. Z tego powodu miał być na skraju załamania nerwowego - twierdzi dziennik.

(mpw/mn)