Nadzwyczajne posiedzenie Sejmu, na którym posłowie mieli się zająć uchwałą o powołaniu bankowych komisji śledczych przerodziło się w polityczną pyskówkę. Z mównicy padło wiele gorzkich słów i zarzutów niezwiązanych z tematem.

Bardzo gorąco w Sejmie – posłowie mieli debatować nad powołaniem komisji śledczej ds. nadzoru nad systemem bankowym. Jednak z mównicy padło wiele gorzkich słów i zarzutów niezwiązanych z tematem. czytaj więcej

Pierwsza zaatakowała Platforma Obywatelska. W niespodziewanie dobrej formie był Donald Tusk. Ciosy przez niego zadawane były raczej w stylu PiS. Tusk zarzucał niedoszłym koalicjantom zachłyśnięcie się władzą, skażenie bakcylem komunizmu i chorobliwą wręcz potrzebę kontrolowania wszystkiego i wszystkich. Ciosem na dobicie było zrównanie polityków PiS z Andrzejem Lepperem.

Kontratak szefa PiS zaskoczonego impetem Tuska, zdradzał potężne zdenerwowanie. Najpierw Konwent Seniorów zwołany z powodu tego właśnie porównania, potem wystąpienie - także napastliwe – wskazujące na lumpenliberałów jako twórców chorych układów w gospodarce. Było ono jednak zawiłe i bezładne. Kaczyńskiego nie było wcześniej na liście mówców. Wystąpienie było nieprzygotowane, co niestety dało się słyszeć. Do tego co zwykle, prezes PiS dołożył tylko zapowiedź – jeśli nadal będziecie prowadzić taką politykę, to nigdy nie dojdziecie do władzy – mówił do PO. Grozi wam tylko kompromitacja - dodawał.

We wtorek w Sejmie debata nad powołaniem komisji śledczej ds. działalności Komisji Nadzoru Bankowego. A pola nieporozumień między niedoszłymi koalicjantami, PO i PiS, stają się coraz szersze. Odpowiedzią na zarzuty są kontrzarzuty. czytaj więcej

Platforma nie odpuszczała. Na sejmowym ringu pojawił się więc Rokita. Z chirurgiczną wręcz precyzją, metodycznie piętnował wszystkie fronty walki PiS. Kaczyńskiemu zarzucał szczyty hipokryzji i wróżył niedoszłym koalicjantom rychły koniec. Po waszej IV RP trzeba będzie posprzątać - zakończył lider PO.

Prawo i Sprawiedliwość mogłoby wygrać starcie, gdyby zamiast Kaczyńskiego wcześniej wystąpił Jacek Kurski, który z mównicy podał nawet numer legitymacji partyjnej Leszka Balcerowicza. Dobrze przygotowane wystąpienie Kurskiego spadło jednak na głęboki wieczór – za późno więc, aby odrobić straty PiS w debacie.

Straty ponoszą jednak obydwie strony i społeczeństwo. Nie tego spodziewaliśmy się po „przyjaciołach” z PiS i „partnerach” z PO – jak jeszcze pól roku temu określali się wzajemnie ci, którzy mieli wspólnie posprzątać po SLD.