"Prywatnie jestem za 8-letnią szkołą podstawową. Sposób prowadzenia tej reformy jest jednak skandaliczny. Nie dziwię się tym, którzy protestują" – mówi gość Roberta Mazurka w RMF FM, poseł ludowców Eugeniusz Kłopotek. Pytany o doktorat z hodowli gęsi odpowiada: Byłbym frajerem gdybym nie odnowił swoich szarych komórek. Nie płaciłem za studia doktoranckie. Przydało się. Jak dodaje: Ptasia grypa spędza mi sen z powiek. Bardziej niż polityka. Prawie cały kraj jest zapowietrzony. O czym ludowcy rozmawiali z niemiecką kanclerz Angelą Merkel? "Poszliśmy na kawę. Jak sąsiad zaprasza, to się nie odmawia. Nie byłem świadkiem tej rozmowy. Nie wiem, o co chodziło z tymi burakami" – tłumaczy gość Roberta Mazurka w RMF FM.

Robert Mazurek: Państwa i moim gościem jest poseł PSL Eugeniusz Kłopotek.

Eugeniusz Kłopotek: Dzień dobry.

10.02 Gość: Eugeniusz Kłopotek

Jak się okazało przed programem, jesteśmy absolwentami tego samego liceum.

Tak jest, daleko, daleko, w Świeciu nad Wisłą.

W-f uczył nas ten sam nauczyciel. Ale zostawmy szkołę - chociaż nie - skoro jesteśmy przy szkole -  pański syn, lat rocznikowo 7, poszedł do szkoły jako 6-latek czy 7-latek?

Poszedł jako 6-latek, mimo że ja cały czas uważałem, że rodzice mają mieć prawo wyboru. W naszej sytuacji z żoną tak postanowiliśmy, bo był dwa lata w zerówce. Trzeci rok to już byłaby przesada.

Rzeczywiście, biedny mógłby się nabawić jakiś kompleksów. Podoba się panu reforma edukacji? PSL protestuje.

Generalnie osobiście jestem za 8-letnią szkołą podstawową.

Ale służbowo ma pan inne zdanie niż prywatnie?

Nie, doskonale pan wie, że potrafię bronić swojego prywatnego zdania wbrew nawet niekiedy moim kolegom. Ale nie o to mi chodzi. Sposób wprowadzenia tej reformy jest skandaliczny. Są takie sytuacje, że samorządowcy nie chcą wprowadzać tego systemu, albo kombinują, jak wykorzystać te za chwilę opuszczane budynki po gimnazjach. Po prostu ten sposób wprowadzenia jest zły i nie dziwię się tym protestom.

Doktorat. Zrobił pan po sześćdziesiątce - z hodowli gęsi.

Byłbym frajerem, gdybym po pierwsze nie naoliwił i nie odnowił trochę tych swoich szarych komórek mózgowych. Po drugie, jest to doktorat z gęsi, czyli materiału doświadczalnego, którym póki co zawiaduję, w Instytucie Zootechniki, a więc moim instytucie. Jako pracownik miałem studia doktoranckie za darmo. Nie musiałem ich opłacać. Dlaczego nie spróbować? Przydało się.

Przydało się, chociaż rozmawialiśmy, że przed panem teraz poważne zadanie. Ptasia grypa.

I powiem panu szczerze: to mnie najbardziej martwi. I to mi spędza mi sen z oczu.

Bardziej niż polityka.

Tak. To mówię szczerze, bo odpowiadam za zakład, odpowiadam za ludzi. I co tu dużo mówić. Nie daj Boże - mam nadzieję, że Opatrzność będzie nad nami czuwać - i do nas ta ptasia grypa nie wejdzie. Chociaż już praktycznie cały kraj jest zapowietrzony.

Porozmawiajmy jednak o polityce.

Brrr...

Chociaż będzie element ludowy. Jednej rzeczy nie mogę zrozumieć. Chcecie być poważną partią, ogólnopolską. Wystawiacie nawet kandydata na prezydenta Warszawy.

W sondażu oczywiście jest pokazany.

Dobrze, wszystko świetnie. A potem jak przychodzi co do czego, to z Angelą Merkel rozmawiacie o burakach cukrowych.

(śmiech)

Pan się nie śmieje. Ludzie się śmieją z was.

Przede wszystkim, zostaliśmy zaatakowani za to, że poszliśmy do pani Merkel do ambasady niemieckiej. To ja chcę powiedzieć tak. Panie redaktorze i również do radiosłuchaczy. Jeżeli chcemy mieć dobre stosunki z sąsiadem, a sąsiad zaprasza na kawę to idziemy, czy nie idziemy? Idziemy.

Ale ja nie mam do was pretensji, że idziecie na kawę. Tylko, że idziecie na kawę i gadacie głupoty.

Natomiast nie wiem, o co tam chodziło o tych burakach, bo nie byłem świadkiem tej rozmowy.

Ale mówiąc zupełnie poważnie. Pewnie chodzi o to, czy Niemcy nam pozwalają sprzedawać buraki, albo...

... nie, to nie ma żadnego znaczenia. Ja nie byłem świadkiem tej rozmowy i nie udało mi się do tej pory porozmawiać z prezesem o co chodziło z tymi burakami.

To miastowy prezes Władysław Kosiniak-Kamysz. Ma pan poczucie, że to jest jednak jakieś dramatyczne nieporozumienie? To znaczy naprawdę chcecie być poważna partią. Schetyna, były minister spraw zagranicznych rozmawia o granicach Opola, wy rozmawiacie o burakach cukrowych.

Nie ja myślę, że...

Włosy dęba stają.

Ja wiem, że teraz pan będzie się tutaj na mnie wyżywał, ale wydaje mi się, że był szerszy kontekst. Myślę, że chodziło o politykę, a głównie o wspólną politykę rolną, bo proszę zauważyć. Po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, która była płatnikiem netto do budżetu unijnego, dramatycznie zostaną ograniczone również środki na wspólną politykę rolną. Myślę, że w takim kontekście była ta rozmowa. A czy przy okazji było o słodkim cukrze? Może było. Nie wiem.

Zostawmy cukier, zostawmy buraki. Pan był zawsze krytyczny wobec dorobku własnej koalicji, ale ciekawy jestem, czy aż tak bardzo, aby wziąć na siebie winę za... uwaga, uwaga... aferę reprywatyzacyjną w Warszawie?

Nie. Jeżeli chodzi o tę sytuację, ma powstać ta komisja weryfikacyjna. Ja w swoim wystąpieniu w imieniu mojego klubu, wyraźnie powiedziałem, że dajemy zielone światło tej komisji. Chociaż mamy oczywiście zastrzeżenia dotyczące usytuowania prawnego, czy nawet konstytucyjnego takiej komisji. Ale skala tych nieprawidłowości wydaje się jeszcze nie do końca zbadana. I jeśli by się udało takiej komisji, mało tego... Jeśli rzeczywiście rządzący dotrzymają słowa, że zaproponują udział w pracach tej komisji- również przedstawicielom opozycji - to jest jakaś szansa być może dojścia do prawdy.

Znaczy, opozycja ma tam zagwarantowane miejsce, ale nie o to mi chodzi. Chodzi mi o coś innego. Wspominałem o winie PSL, bo PO broni się mówiąc, że ona nie mogła uchwalić ustawy reprywatyzacyjnej, bo PSL nie pozwalał. Innymi słowy cała afera, cały kłopot to przez was. Przez pana.

Ja myślę, że już takie przerzucanie się odpowiedzialnością ma swoją dawną historię, Zresztą do dzisiaj. Dzisiaj cały czas PiS przerzuca całą winę na Platformę, na PSL, natomiast czas najwyższy brać już na siebie odpowiedzialność za to co się dzieje. W związku z tym, raz jeszcze podkreślam: ta sprawa wymaga naprawdę  zbadania  i wyjaśnienia. I być może wyprostowania. Natomiast trudno, żebyśmy my jako Polskie Stronnictwo Ludowe przypisywali sobie winę za to -  jeśli były jakieś przekręty - bądź są nadal w tym zakresie.

Chyba są jakieś przekręty. Siedmioro urzędników warszawskiego ratusza ma postawione zarzuty, czworo jest w aresztach. Czy odpowiedzialność za to - przynajmniej polityczna - nie spada na PO, która rządzi miastem?

Jeżeli się to potwierdzi - również przed niezawisłym sądem - to niewątpliwie polityczna odpowiedzialność spada na włodarzy tego miasta. W tym momencie, jeśli to dotyczy...

Ale sam pan wie, że zanim w ogóle sąd wyda jakikolwiek wyrok, to upłyną lata.

Może nie. W związku z tym ja mimo wszystko poczekałbym do wyroków niezawisłych - mam nadzieję - sądów. Jeśli się okaże, że rzeczywiście ludzie zawinili, to ludzie muszą odpowiedzieć. Również politycznie.

Hanna Gronkiewicz-Waltz powinna podać się do dymisji? Jeżeli zostaną postawione jej zarzuty?

Powiem tak: Najlepszym weryfikatorem każdego z nas, tego co my robimy, to jest jednak wyborca przy urnie wyborczej. Niech to wyborca rozstrzygnie, a już niedługo, w przyszłym roku - są wybory samorządowe.

Czyli należy poczekać, nie spieszyć się z dymisjami.

Tak, dlatego że dzisiaj żyjemy w takiej atmosferze, że wiele rzeczy - wydaje się - jest na tzw. zamówienie polityczne robione.

Panie pośle, mówił pan w wywiadzie w lipcu zeszłego roku dla tygodnika "wSieci", że "na dziś my, PSL, nie jesteśmy nikomu szczególnie potrzebni. Jestem też pewien, że będziemy". Co to znaczy, że nie jesteście nikomu potrzebni?

W pewnym momencie ja zadawałem i sobie pytanie, i również nie bałem się tego pytania zadawać innym: czy my jesteśmy jeszcze w ogóle komuś potrzebni? I wtedy powiedziałem, że na tamten okres nie jesteśmy pewnie nikomu potrzebni.

To w lipcu nie byliście, ale w lutym - tak?

Ale proszę zauważyć, ostatnie miesiące pokazują, że jednak PSL potrzebny jest, przede wszystkim do stabilizacji sceny politycznej w naszym kraju i najprawdopodobniej, tak jak jeden z pańskich - może nie kolegów, ale również komentatorów politycznych powiedział: Przyjdzie rok 2050. Wszystkie te partie, które dzisiaj funkcjonują - ich już dawno nie będzie, a PSL będzie. I tak zostanie.

 

Eugeniusz Kłopotek w RMF FM: Boję się poczynań Macierewicza

"Macierewicz powinien odejść. Ja się boję poczynań Macierewicza" - mówił w internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM Eugeniusz Kłopotek. Poseł PSL mówił o problemach płynących z rządów szefa MON.

"To, co robił Misiewicz za akceptacją, czy przy zgodzie ministra Macierewicza, również wpływa na samego ministra. Moim zdaniem, dla poprawy wizerunku, ale również dla poprawy polityki obronnej naszego kraju, należałoby się poważnie zastanowić - myślę tu o kierownictwie PiS - czy rzeczywiście minister Macierewicz to jest odpowiednia osoba na odpowiednim stanowisku, tak odpowiedzialnym" - ocenił.

Robert Mazurek pytał też o to, czy na wsi ludzie wybiorą ludowców w nadchodzących wyborach samorządowych. "Już dzisiaj, po ponad roku rządzenia przez PiS nie ma na spotkaniach w środowisku wiejskim, rolniczym, takiej fali pretensji do nas, jaka była jeszcze w zeszłym roku. Jednak ludzie powoli, powoli dojrzewają i przecierają oczy ze zdziwienia. Oni czują, że PSL to jest ich prawdziwa reprezentacja polityczna. Przynajmniej niektórzy wracają z powrotem do PSL" - mówił Kłopotek.